OŚWIADCZENIE 3

Postanowiłam przenieść wszystkie rozdziały na bloggera i tam kontynuować opowiadanie, ponieważ mam problemy z mailem na onecie. Mam nadzieje, że ci którzy tutaj śledzą losy Alex, również tam będą czytali moją twórczość.

Oto link:


http://nietypowa-slizgonka-alex.blogspot.com/

Gdy przeniosę wszystkie rozdziały wezmę się za dokończenie rozdziału siedemnastego.

Do zobaczenia.

ROZDZIAŁ 16 – ŚWIĘTA I BAL

ROZDZIAŁ 16 -ŚWIĘTA I BAL

- Alex wstawaj, dzisiaj wyjeżdżamy. – w dormitorium dziewcząt ładna blondynka próbowała obudzić swoją przyjaciółkę.

- Jessi spadaj, ja chcę spać. – odpowiedział jej zaspany głos.

- Już 7:00, wstawaj.

- Dziewczyno czy ty zwariowałaś? Jedziemy o 11:00, a ty mnie budzisz o 7:00. – szatynka uniosła głowę i wpatrywała się w dziewczynę niedowierzająco.

- Nie kochana, nie zwariowałam, musimy się jeszcze spakować, bo wczoraj nam się nie chciało. – stwierdziła panna Malfoy.

- Niech ci będzie, już wstaję. – Alex zwlekła się z łóżka i z jeszcze zamkniętymi oczami poszła do łazienki. Po prysznicu zorientowała się, że nie wzięła żadnych ciuchów, więc zawinęła się w ręcznik i wyszła z łazienki kierując się do szafy.

- A ty co? Będziesz paradować w samym ręczniku? – zapytała Jessica

- Zapomniałam ciuchów.

- Nie dziwię się skoro jeszcze spałaś idąc do łazienki. – stwierdziła ze śmiechem blondynka.

- Spadaj. – odpowiedź Alex została zagłuszona przez wtargnięcie do pokoju dwóch chłopaków. – Pukać nie umiecie? – zapytała Riddle. Jednak odpowiedziała jej cisza, ponieważ obaj ślizgoni stanęli nieruchomo wpatrując się w szatynkę rozmarzonym wzrokiem. Dziewczyna stała do nich tyłem w samym ręczniku sięgającym jej do połowy uda, ukazując długie opalone nogi. Nastolatka nie zwracając już na nich uwagi schyliła się do dolnej szuflady wyciągając bieliznę.

- Alex, wyprostuj się, bo chłopakom zaraz oczy wypadną z oczodołów. – powiedziała blond włosa ślizgonka.

- Co? – druga ślizgonka spojrzała na przyjaciółkę z niezrozumieniem, jednak gdy jej wzrok przesunął się na Draco i Blaisa, zrozumiała. – Chłopcy, co chcieliście?

- Zapytać, czy idziecie na śniedanie. – Zabini odzyskał świadomość, a zaraz po nim udało się to Malfoy’owi.

- Będziemy w Pokoju Wspólnym za dziesięć minut, możecie tam zaczekać. – odpowiedziała im Alex.

- OK. – tak szybko jak się pojawili, tak szybko zniknęli. Panna Riddle zabrała ciuchy i poszła się ubrać.

Śniadanie, pakowanie, podróż powozami na dworzec, zanim Alex się spostrzegła już była 11:00, a ona siedziała w pociągu, który właśnie zaczął ruszać. W trakcie ośmiogodzinnej podróży dziewczyna zastanawiała się jak będą wyglądały święta w towarzystwie ojca. Święta zawsze jej się kojarzyły z rodzinną, przyjacielską atmosferą, ze świątecznym obiadem w Royal i z takim sielankowym szczęściem. W towarzystwie ojca zdecydowanie nie mogła się tego spodziewać. A do tego jeszcze ten bal. Choć na jej cześć, to pewnie będzie sztywny i nudny. Z zamyślenia wyrwali ją przyjaciele, którzy stwierdzili, że trzeba wysiadać.

- Będziesz jechać z nami, my też jedziemy do Riddle Manor. – odezwał się Draco rozglądając się po peronie. – Chodźmy tam. – wskazał na wysokiego blondyna o długich włosach. Alex domyśliła się, że to ojciec blondwłosego rodzeństwa. Draco był do niego bardzo podobny.

- Witaj, ojcze. – Draco i Jessica przywitali się z rodzicielem.

- Dzień dobry, panie Malfoy. – odezwali się Alex i Blaise.

- Witajcie. – ton głosu mężczyzny był strasznie wyniosły, co nie spodobało się Alex. – Panno Riddle miło mi cię poznać.

- Mi również. Czy możemy już iść? – szatynka, gdy była zdenerwowana nie grzeszyła cierpliwością.

- Oczywiście. Blaise ty też jedziesz z nami, twoja matka również przebywa w Riddle Manor. – starszy blondyn nie czekając na chłopaka skierował się do barierki odzielającej mugolski i magiczny dworzec. Na parkingu przy dworcu czekała na nich elegancka limuzyna.Po godzinie jazdy oczom Alex ukazał się wielki zamek. Reszta młodzieży nie widziała nic ponieważ byli tu pierwszy raz. Pan Malfoy ukazał przy bramie swój mroczny znak, a potem sprawił, że również pozostałej trójce ukazał się dwór.

- Panno Riddle otwórz bramę. – odezwał się starszy blondyn.

- Ale ostatnio… – zdziwiona Alex nie skończyła swojej wypowiedzi, a już ojciec Dracona i Jessici odpowiedział jej:

- Czarny Pan zmienił zaklęcie, które nie pozwala wejść nikomu z zewnątrz. Teraz oprócz twojego ojca, również ty możesz otwierać tą bramę. – po tym wyjaśnieniu szatynka bez problemu otworzyła bramę. W zamku przywitała ich Narcyza Malfoy.

- Zaprowadzę was do waszych pokoi.

Dotarli na drugie piętro, w zachodnim skrzydle. Gdy Alex weszła do swojego pokoju, stwierdziła, że to nie pokój, a apartament. Salon do którego weszła urządzony był nowocześnie, jak się później okazało, również sypialnia, łazienka i garderoba były w tym samym stylu. W salonie z jednej strony był wielki kominek, a na przeciwko okno na całą ścianę, z widokiem na piękny, teraz zaśnieżony ogród. Ściany były w ciemno zielonym kolorze. Sofa i fotele, stojące na przeciwko kominka, były czarne, a poduszki leżące na nich srebrne. Przy sofie stał szklany stolik. Na podłodze z ciemno-brązowego drewna leżał szary dywan z czarnymi wzorami. Iście ślizgońskie kolory. W pokoju znajdował się również regał z książkami, a na jednej ze ścian wisiał obraz przedstawiający wschód słońca. Alex była zachwycona wystrojem salonu, więc czym prędzej weszła do sypialni. Panowały tu różne odcienie brązu z czarnymi akcentami. Jednak tu najbardziej zachwycało wielkie, na pewno wygodne, łóżko, stojące w centrum pomieszczenia. Drugie drzwi w sypialni prowadziły do garderoby. Tam dziewczyna zdziwiła się jeszcze bardziej. Szafy w tym pomieszczeniu były zapełnione, różnymi ciuchami, jednak większość to były sukienki i szaty czarodziejów. Jeden regał zapełniony był biżuterią, W centralnym miejscu położony był łańcuszek Elizabeth, który pokazywał jej ojciec. Alex nie odważyła się go założyć, świadomość, że jest możliwość, że jej matka żyje powróciła do niej z podwójną siłą. Jednak nastolatka wiedziała, że nie może mieć nadziei, żeby za bardzo w to nie uwierzyć. Tak było łatwiej, później nie było rozczarowań. Po wyjściu z garderoby skierowała się do salonu, a stamtąd do łazienki. Cała była w kolorach białym i czarnym, a  wielka wanna z jacuzzi zachwycała. Gdy wróciła do salonu zobaczyła swoich przyjaciół podziwiających pomieszczenie.

- Zajebiście tu masz, ale czekają na nas w jadalni. Kolację podano. – powiedziała Jessica

- A wiecie gdzie to jest? – zapytała szatynka.

- Masz zawołać Ogryzka, skrzata. On nas zaprowadzi. – wyjaśnił Draco

- Ogryzku. – zawołała Alex. Przed młodzieżą pojawił się mały stwór o dużych wyłupiastych oczach i odstających uszach, ubrany w poszewkę.

- Panienko Riddle, Ogryzek będzie panience służył. Co Ogryzek może dla panienki zrobić? – usłyszeli skrzeczący głos skrzata.

- Zaprowadź nas do jadalni Ogryzku. – powiedziała Alex. Po zejściu na parter i przejściu kilku korytarzy dotarli do jadalni. Tam czekali na nich Narcyza i Lucjusz Malfoy, Anna Zabini i Tom Riddle. Voldemort siedział u szczytu długiego stołu, a po prawej stronie siedzieli po kolei pan Malfoy, jego żona i pani Zabini.

- Panienka, usiądzie tu. – skrzat wskazał Alex miejsce na przeciwko ojca. Reszta młodzieży rozsiadła się koło niej.

- Skoro wszyscy już są, możemy zacząć jeść. – powiedział pan domu. Po chwili rozległ się szczęk sztućców. Po skończonym posiłku znów odezwał się Voldemort. – Jutro wieczorem przybędzie tu cały wewnętrzny krąg. Poznasz moje najbliższe sługi. – słowa te skierował do swojej córki.

- Już nie mogę się doczekać. – stwierdziła z sarkazmem Alex. Jej ojciec zignorował te słowa i ciągnął dalej:

- Jak już ci mówiłem w Boże Narodzenie odbędzie się bal, obecni będą wszyscy śmierciożercy. Liczę, że będziesz się zachowywać odpowiednio.

- Czyli?

- Będziesz zadowolona, w końcu to bal na twoją cześć.

- Dobrze wiesz, że wolałabym być gdzie indziej. – stwierdziła Alex.

- Z tymi mugolami? Marnujesz czas na tę brudną krew.

- Możesz sobie wyznawać politykę jaką chcesz, ale nie masz prawa obrażać moich przyjaciół! – wściekła Alex wstała i chciała skierować się do drzwi, jednak zatrzymał ją twardy głos ojca.

- Zostań.

- Nie mam zamiaru wysłuchiwać twoich fanaberii na temat czystości krwi. – głos panny Riddle był pewny i równie twardy jak u ojca.

- Wyjdźcie, chcę porozmawiać z córką. – Wszyscy obecni zaczęli wychodzić z jadalni. W spojrzeniu Lucjusza, Alex ujrzała coś na kształt podziwu, jednak stwierdziła, że to nie czas, aby się nad tym zastanawiać. Gdy zostali sami mężczyzna ponownie rozpoczął rozmowę, jakby zapominając o problemie. – W twojej garderobie zostawiłem łańcuszek Elizabeth. Chcę, abyś założyła go na balu. Jest tam również sukienka, wybrana specjalnie przez Narcyzę na tę okazję.

- Dlaczego nie mogę po balu pojechać do Polski?

- Nauczyłaś się teleportacji?

- Nie, ale tylko dlatego, że wymyśliłeś sobie jakąś naukę oklumencji.

- Oklumencja jest ci potrzebna. Nie wydostaniesz się z dworu bez umiejętności teleportacji, trzeba było się tego nauczyć. – Voldemort wyraźnie bawił się sytuacją, a to doprowadziło Alex do szału.

- Nie jestem jakimś pieprzonym robotem!

- Oczywiście, że nie, ale zbyt ważnym było nauczenie cię oklumencji, aby porzucić to na rzecz teleportacji. W wakacje prawdopodobnie zobaczysz się z przyjaciółmi, więc nie ma się czym martwić. – te słowa zaniepokoiły Alex.

- Nie pozwolę, abyś zabronił mi czegokolwiek jeszcze. Do wakacji nauczę się tej cholernej teleportacji i nie będziesz mnie tu trzymał siłą. – chłód w głosie dziewczyny był tak wyczuwalny, że Czarny Pan zrozumiał, że jego córka, może być godnym i trudnym do pokonania przeciwnikiem, ale też idealnym sprzymierzeńcem.

- Oczywiście, że nie będę. – powiedział po chwili namysłu. – ale też poproszę cię abyś była tu w drugiej połowie wakacji. Chciałbym spędzić czas z córką. Doceń to, że proszę. Lord Voldemort nigdy nie prosi.

- Dobrze, ale nie zabronisz mi wychodzić z tego domu w sierpniu.

- Nie zabronię. W takim razie skoro doszliśmy do porozumienia, to witaj w domu córko. – To powitanie zbiło z pantałyku Alex, ale ta nie dała po sobie tego poznać.

- Uważaj, bo jeszcze pomyśle, że robisz się sentymentalny, ojcze. – po tych słowach wyszła z pomieszczenia i skierowała się do swojego pokoju. – Widzę, że dobrze się czujecie w MOIM pokoju. – zaśmiała się widząc przyjaciół, którzy rozsiedli się w salonie.

- Zastanawialiśmy się czy dotrzesz tu w całości. – powiedział Draco.

- Nie było tak źle. – stwierdziła Alex. Potem zajęli się rozmową na różne, luźne tematy. Następny dzień spędzili spokojnie, a Czarnego Pana widzieli tylko na posiłku. Po obiedzie wyszli całą czwórką do ogrodu na spacer. Tam rozpoczęli bitwę na śnieżki, dziewczyny przeciwko chłopakom. Po chwili jedna bitwa przerodziła się w dwie mniejsze: Jessica, przeciwko Blaisa i Alex przeciwko Dracona. Szatyna, wraz z blondynem po pół godzinie zabawy zauważyli, że ich przyjaciele zamiast obrzucać się śnieżkami, całują się namiętnie leżąc na śniegu.

- Hej gołąbeczki, uważajcie, bo przymarzniecie do siebie. – przerwał im Draco.

- A co zazdrościsz nam? – zapytał Blaise

- Nie, po prostu jeszcze nie chcę być wujkiem.

- Draco, ty świnio. – oburzyła się Jessica

- Dobra, koniec tych kłótni. Idziemy na gorącą czekoladę. – zaproponowała Alex.

- Dobry pomysł. – zgodziła się blondyna, po czym wstała i ruszyła za przyjaciółką. Po drodze dziewczyny usłyszały rozmowę chłopaków idących za nimi.

- Wiesz, że jak ona uroni choć jedną łzę przez ciebie, to masz przejebane. – powiedział Draco.

- Wtedy możesz mi nakopać po dupie, a nawet nie będę się bronił, Smoku.

- To rozumiem, Diable.

Następnego dnia było Boże Narodzenie. Rano każdy odpakował prezenty, a potem skierował się na śniadanie. Alex poznała cały wewnętrzny krąg, wraz z ich rodzinami, który był obecny na świątecznym śniadaniu. Z jednej strony siedział wewnętrzny krąg, na czele z Czarnym Panem, a z drugiej ich dzieci na czele z Alex. Potem Narcyza pokazała jej suknię, którą wybrała jej na bal. Przez cztery godziny razem z Jessicą przygotowywały się do balu.

SUKIENKA ALEX:

elegancka-czarna-suknia-wieczorowa-na-jedno-ramie-zdobiona-cekinami-ed015

SUKIENKA JESSIC:

127_2

Alex ubrana w czarną sukienkę, na stopach miała piętnastocentymetrowe, czarne szpilki na platformie. Dziewczyna uwielbiała takie wysokie buty. Włosy zakręciła w mocniejsze loki i spuściła je na lewe ramię. Makijaż miała delikatny. Oczy podkreśliła czarną kreską, a rzęsy pomalowała tuszem. Usta natomiast pomalowała krwisto czerwoną szminką, co blondynka podsumowała słowami: „Cud, miód i orzeszki”. Jessi pomalowała oczy niebieskim cieniem i podkreśliła je niebieską kredką, a włosy spięła w luźnego koka tuż nad karkiem. Na stopach miała niebieskie sandałki. Obie wyglądały zjawiskowo i obie były tego świadome. Dziesięć minut przed rozpoczęciem balu do pokoju Alex zawitał Tom Riddle.

- Panno Malfoy, zejdź już do reszty gości. – powiedział nawet nie patrząc na Jessicę.

- Tak, panie. – odpowiedziała cicho i wyszła.

- Jesteś bardzo podobna do matki. – nastolatka nic nie powiedziała na te słowa, po chwili ciszy mężczyzna znowu się odezwał – Już czas.

Po krótkiej wędrówce znaleźli się w pomieszczeniu, które przypominało Alex salę tronową. Z jednej strony po ścianą stał wielki, okazały tron i to tam skierował się Voldemort, a dziewczyna zaraz za nim. Mijali mnóstwo eleganckich mężczyzn i pięknych kobiet. W całej sali porozstawiane były stoliki, przy których goście będą mogli odpocząć. Alex przy tronie zobaczyła ludzi otaczających go. Po chwili rozpoznała w nich wewnętrzny krąg, a wśród niego Malfoy’ów, Zabinich, Parkinsonów, Nottów, profesora Snape’a, a także Goyle’ów i Crabbe’ów i innych, których nazwisk jeszcze nie przyswoiła. Gdy szła za ojcem widziała podziw i pożądanie w oczach mijanym mężczyzn, natomiast kobiety patrzyły na nią z zazdrością. Gdy wreszcie doszli do tronu, Voldemort stanął przed nim, a Alex zatrzymała się obok ojca.

- Moi wierni śmierciożercy! – zaczął przemowę Czarny Pan – Zaprosiłem was tu, aby podzielić się z wami moim szczęściem. Cztery miesiące temu udało mi się odnaleźć moją zaginioną córkę. Dziś chcę wam ją przedstawić. Moja córka: Aleksis Elizabeth Riddle. – po tych słowach rozległy się brawa. Gdy ucichły mężczyzna dalej ciągnął swoją przemowę. – Moi słudzy, są również jej sługami. – Alex zdała sobie sprawę, że wszyscy obecni tutaj ludzie zrobią wszystko co im rozkaże. – A teraz bawcie się. – po tych słowach usiadł na tronie, a do Alex podszedł Adrian Pucey.

- Mogę prosić? – zapytał, gdy rozległa się muzyka.

- Oczywiście. – gdy odeszli na parkiet, który zapełniał się już wieloma parami, Alex powiedziała. – Nie sądziłam, że cię tu zobaczę.

- Nie dziw się, zobaczysz tu dużo więcej ślizgonów, zresztą nie tylko ślizgonów.

Po tej krótkiej rozmowie nie odezwali się już więcej, po prostu zajęli się tańcem. Do tańca zapraszało ją wielu śmierciożerców, ale też sporo znajomych z Hogwartu. Po dwóch godzinach tańca stwierdziła, że musi odpocząć i napić się, a towarzyszący jej akurat Blaise od razu zaprowadził ją do stolika gdzie siedziała jego matka, wraz z całą rodziną Malfoy’ów. Przy stole posiedzieli z pół godziny, aż pannę Riddle nie dorwał kolejny mężczyzna. W pewnym momencie usłyszała: „Odbijany” i znalazła się w ramionach blondyna o stalowych oczach. W ich uszach zabrzmiała wolna piosenka, więc Draco objął dziewczyną w talii, a ona ułożyła mu dłonie na ramionach. Po tej piosence Alex szepnęła do partnera:

- Draco, zabierz mnie stąd. Mam dość balu.

- Chodź – odpowiedział tylko i wyprowadził ją do ogrodu pokrytego śniegiem. Wyciągnął różdżkę i rzucił na nich zaklęcie ogrzewające, aby nie zmarzli. Stali tak w ciszy, która nie była uciążliwa, ani dla niej, ani dla niego. Ona zaczęła zastanawiać się jak zmieniło się jej życie odkąd przyjechała do Anglii, a on myślał o tym co by zrobiła dziewczyna stojąca obok niego gdyby ją pocałował.

- Jestem zmęczona, idę spać. – przerwała ciszę Alex i ruszyła w stronę budynku zostawiając chłopaka samego. Pół godziny później już oddawała się w objęcia Morfeusza.

ROZDZIAŁ 15 – BYŁO MIŁO, ALE SIĘ SKOŃCZYŁO

Długo tu nic nie było, ale widząc, że nie ma komentarzy jakoś się nie spieszyłam. Szkoda tylko, że statystyki mówią, że trochę osób odwiedza tego bloga, a nikt nie komentuje, no ale trudno. Jak już kiedyś wspominałam piszę zdecydowanie dla siebie.

ROZDZIAŁ 15 - BYŁO MIŁO, ALE SIĘ SKOŃCZYŁO

Po nieprzespanej nocy, mimo zmęczenia poszła biegać. Wszystkie swoje myśli skierowała w stronę ojca. Musiała przyznać, że zdecydowanie bardziej wierzy jemu niż Dumbledorowi. Może to z powodu tego naszyjnika i listu. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Przeszło jej również przez myśl, że to może być manipulacja ze strony ojca. W końcu Voldemort nie jest niewinny. Chciałaby porozmawiać z kimś kto był blisko z jej matką, a przy tym musiałby być zupełnie obojętny na Voldemorta i Dumbledora. Niestety nie znała takiej osoby. Jedyną osobą, która mogłaby szczerze odpowiedzieć na pytania młodej Riddle była jej matka. No właśnie: matka. Czy ona rzeczywiście nie żyje? – myślała Alex. Trudno było nie mieć nadziei, że jednak żyje, w końcu Alex też powinna być martwa. Kolejną kwestią było to, czy Harry Potter wie o tym co zrobił jego ojciec. Jeśli nie to pewnie znał bardzo wyidealizowane oblicze swojego ojca. Jeśli tak to można by powiedzieć, że Harry i Alex byli kwita, w końcu ich rodzice nawzajem się pozabijali. Ślizgonka postanowiła na razie zostawić te myśli i zastanowić się jakim sposobem ma nauczyć się niewykrywalnej teleportacji. Musiała wybrać się do swojego opiekuna, który okazał się sługą jej ojca. Teraz to nie ważne, trzeba skończyć bieganie i przygotować się do śniadania. – pomyślała gdy zaburczało jej w brzuchu i skierowała się w stronę zamku. Po prysznicu postanowiła zejść do Pokoju Wspólnego i zaczekać na przyjaciół, żeby razem pójść na śniadanie, które w weekend zaczynało się o 9.00, a że była dopiero 7.00 to miała trochę czasu. Chciała usiąść na kanapie przed kominkiem i może trochę się zdrzemnąć, jednak to miejsce było zajęte przez szatyna o piwnych oczach.

- Cześć Adrian. Czyżbyś nie mógł spać? – przywitała się z uśmiechem na ustach.

- Jak widzę nie tylko ja. – powiedział zamyślony i spojrzał na nią. Ten widok oprzytomniał go. Bowiem Alex Riddle z mokrymi włosami kapiącymi na białą, obcisłą bluzkę z dosyć dużym dekoltem i w dżinsowych spodniach do kolan wyglądała ślicznie.

- Co tak patrzysz? – zapytała zdezorientowana.

- Mam na co, to patrzę – odpowiedział pewnie – Ładnie wyglądasz. – stwierdził – Może przejdziemy się na spacer skoro oboje nie możemy spać?

- Czemu nie. – chłopak trochę zaintrygował Alex, a przy okazji odsunął od niej myśli o wczorajszych wydarzeniach. Po wyjściu z zamku szli wzdłuż jeziora rozmawiając o szkole, obgadywali nauczycieli, Pucey pytał jak wyglądało jej życie w Polsce. Po jakimś czasie Alex oparła się o drzewo i zapatrzyła w jezioro, natomiast Adrian zapatrzył się na nią.

- Czemu ty znowu się tak na mnie patrzysz? – zapytała nie odwracając wzroku od jeziora

- Nic nie przeoczysz. A patrze, bo mam na co i…

- Powtarzasz się

- Jak byś mi nie przerwała to byś się dowiedziała co chciałem powiedzieć.

- To kończ – powiedziała odrywając wzrok od jeziora i patrząc na niego wyczekująco

- I… – teraz się zawahał – zastanawiam się co byś zrobiła jakbym cię pocałował – dokończył

- Spróbuj to zobaczysz – po chwili poczuła jego gorące wargi na swoich. Na pocałunek odpowiedziała ochoczo, jednak po chwili go przerwała. – Jestem głodna, a za chwilę zacznie się śniadanie. Chodź. – Alex wolała nie rozmawiać teraz o tym co się stało. Chłopak podobał się dziewczynie, był miły, przystojny i nieźle całował. Ślizgonka zdawała sobie sprawę, że nie będzie miała nic przeciwko, aby całował ją częściej, ale też zdawała sobie sprawę, że jeśli zaczną chodzić ze sobą, to długo ten związek nie potrwa. Tym jednak się nie przejmowała, w końcu kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa, ta gra to miłość się nazywa. Weszli do Wielkiej Sali, Adrian udał się do ślizgonów z szóstego roku, a Alex dosiadła się do Malfoy’ów i Zabiniego.

- Co tam dzieci? – dzięki Pucey’owi humor czarnowłosej poprawił się. Dlatego też jej przyjaciele popatrzyli na nią jak na kosmitę gdy tak się do nich zwróciła.

- Czy coś się stało?- zapytała delikatnie Jessi. Alex kiwnęła tylko głową, przegryzając kanapkę. – Albo ktoś wczoraj walnął cię jakąś klątwą, albo… – przerwała, i nagle na jej twarzy pojawiło się zrozumienie – gdzie byłaś z Adrianem?

- Na spacerze, ale radzę zaraz sobie nie wyobrażać za dużo. – odpowiedziała uśmiechnięta Alex.

- Dobra już nic nie powiem. – milczenie panny Malfoy trwało dokładnie 10 sekund. – A jak całuje?

- Zajebiście, jak chcesz to sprawdź sama.

- Przecież nie będę ci go zabierać. – Stwierdziła lekko zaskoczona Jessica

- Oj Jessi, Jessi, przecież to tylko przelotna znajomość. Będzie miło, ale kiedyś się skończy. Tak jest za każdym razem.

- To co mówisz jest strasznie cyniczne.

- Nie wydaje mi się. Ja po prostu szukam, aż znajdzie się ktoś kto zaakceptuje mnie taką jaka jestem i zobaczy coś więcej niż duży dekolt i obcisłe spodnie.

- Może przestań tak się ubierać to inni zobaczą coś więcej. – wtrącił się Draco

- A dlaczego mam rezygnować z czegoś w czym czuję się dobrze? Niech wreszcie facet spojrzy na co innego. – odpowiedziała dziewczyna

- Skoro wy kusicie to my patrzymy. – tymi słowami Draco rozpoczął kłótnie kobiety vs. mężczyźni. Jessi stanęłą po stronie Alex, a Blaise po stronie Draco. Chociaż czarnoskóry chłopak stwierdził, że nie warto się kłócić, bo w tym temacie nie przekrzyczą dziewczyn. Po tym stwierdzeniu ślizgonki zasypały ich jeszcze większą ilością argumentów. Ich kłótnia trwała do końca śniadania. A myśli Alex o wczorajszych wydarzeniach ulotniły się całkowicie. Gdy na sali zostali tylko oni i nauczyciele, czwórka ślizgonów zgodnie stwierdziła, że do porozumienia i tak nie dojdą. Potem od razu skierowali się do dormitorium dziewczyn.

- No to teraz opowiadaj. – powiedziała Jessi, jak już wszyscy się rozsiedli. Alex wiedziała, że dziewczynie chodzi o wczorajsze spotkanie, gdy chciała zacząć mówić, zadzwonił jej telefon. Dzwonił Brian.

- Hej, wiem o co ci chodzi, więc mam propozycję. – zaczęła nie dopuszczając chłopaka do głosu. – Włączę na głośnik i opowiem wszystko, bo nie tylko ty chcesz wysłuchać tej fascynującej opowieści. – stwierdziła

- Ok. – odpowiedział O’Conner. I Alex zaczęła opowiadać. Powiedziała im wszystko. Gdy skończyła w pokoju zadźwięczała cisza. Pierwszy odezwał się Brian.

- Alex, nie wiem co o tym sądzić. To wszystko ma się nijak do tego co mówił ci Dumbledore. Jesteś pewna, że ten list był niepodrobiony?

- Tak, jestem pewna.

- A ten cały Potter nie będzie czegoś wiedział? W końcu to jego ojciec porwał cię.

- Potter prawdopodobnie mieszka u mugoli, którzy nienawidzą go za to, że jest czarodziejem. Jeśli to prawda to raczej mu się nie zwierzali z rodzinnych tajemnic, o ile je znali. Zresztą on bardzo idealizuje zmarłych rodziców, a że jest to praworządny Gryfiak to chyba nie uwielbiałby tak ojca wiedząc, że ten zrobił coś takiego. – wyjaśnił Droco.

- A jakbyś poszła do Dumbledora i powiedziała, że znasz prawdę. – podsuwał pomysły Brian

- To wtedy wydałoby się, że opuściła teren Hogsmeade, a tego nie wolno nam robić. – powiedział Blaise.

- W takim razie musisz czekać, kiedyś samo się to wyjaśni. A teraz pójdziesz do tego Snape’a i poprosisz o naukę teleportacji, w końcu na sylwestra będzie niezła impreza.

- Jak zawsze, Brian, jak zawsze. – stwierdziła ze śmiechem Alex. – Zresztą coś czuję, że impreza odbędzie się beze mnie.

- Nie gadaj głupot, tylko weź się za robotę.

- Zresztą jak ci się nie uda, to u nas też będzie niezła impreza. – powiedziała niewinnie Jessi.

- Jak to u was? – zapytała zdezorientowana Alex

- Na tym balu będą też dzieci śmierciożerców, więc większość ślizgonów. My też tam będziemy. Sylwester dla młodzieży zawsze obywa się w Malfoy Manor, będzie tam sporo znajomych. Nasi rodzice idą na jakiś bankiet, który będzie trwał do rana, będzie tam większość arystokracji, więc też śmierciożerców. Czyli mamy wolną chatę. Ojciec jeszcze w wakacje, wspominał coś o tym, że Czarny Pan planuje coś specjalnego na koniec tego roku. Skoro już tak wcześnie zaczął planować, to pewnie będzie to coś specjalnego, więc i odbędzie się w specjalny dzień. Na święta będzie bal, który on organizuje, więc zostaje sylwester. – wyjaśnił Draco.

- Alusia – ślizgoni uśmiechnęli się na ten zwrot – nie martw się, jakąś imprezę i tak zaliczysz. A ze mną, czy też elitą, jak nie na święta to zobaczysz się na wakacje. Będzie dobrze.

- Dzięki Brian, też mam taką nadzieję. Jeszcze zadzwonię do elity i wyjaśnię im to. Jak myślisz będą razem?

- Jest niedziela, dzień wolny, więc pewnie siedzą w klubie i się obijają. Możesz dzwonić. ja mam zaraz szlaban więc muszę kończyć. Do usłyszenia. – pożegnał się Brian.

- Teraz to ja idę do Snape’a, trzymajcie kciuki. – i wyszła. Do gabinetu opiekuna dotarła w ciągu pięciu minut. Grzecznie zapukała i po usłyszeniu szorstkiego: Proszę, weszła.

- Dzień dobry, panie profesorze. – przywitała się

- Dzień dobry, panno Riddle. Co cię do mnie sprowadza?

- Chciałabym prosić pana o pomoc w nauce teleportacji niewykrywalnej.

- Twój ojciec wspominał mi o tym, jednak najpierw chciał abyś nauczyła się oklumencji. Chyba wiesz co to? – odpowiedziało mu twierdzące kiwnięcie głową – Nie mam czasu, aby uczyć cię jednego i drugiego na raz, więc najpierw oklumencja, a potem teleportacja.

- A nie można odwrotnie? – właśnie traciła nadzieję, że zdąży z teleportcją do świąt, jednak pocieszał ją fakt, że nawet jeśli jej się nie uda to i tak spędzi ten czas z przyjaciółmi.

- Chyba wyraziłem się jasno. A teraz powiedz mi co to jest oklumencja.

- Jest to obrana umysłu, przed wtargnięciem do niego przez inną osobę. Inaczej, to obrona przed legilimencją.

- Zaraz wtargnę do twojego umysłu, a ty spróbuj mnie wyrzucić. Gotowa?

- Tak.

- Legilimens. – Przed oczami profesora zaczęły pojawiać się sceny: ok. 10-letni brunet mówiący, że jeśli pojawi się jakaś szansa to wykorzysta ją, niezdarny mężczyzna tłumaczy jak wykorzystać zaklęcie aby telefon działał, Dumbledore opowiadający historię Alex, znowu ten sam brunet, tylko starszy o parę lat, pocieszający Alex, Czarny Pan i ślizgonka rozmawiający o liście. Snape wreszcie przerwał zaklęcie, a panna Riddle wyglądała jakby obiegła cały Hogwart, jednym słowem była zmęczona.

- To skoro już wiesz na czym to polega, chcę cię tu widzieć w każdą niedzielę po obiedzie. Codziennie wieczorem oczyszczaj umysł, to ci pomoże w nauce oklumencji.

- Dobrze panie profesorze, do widzenia. – Alex wyszła zła z gabinetu nauczyciela. Chciała jak najszybciej zacząć uczyć się teleportacji. Wiedziała, że sztuka przenoszenia się z miejsca na miejsce jest trudna, a co dopiero zrobienie tego tak, aby nikt nie wiedział. Optymizmem nie napawało ją to, że będzie musiała najpierw nauczyć się oklumencji, ale skoro przyjaciele w nią wierzyli to ona nie miała zamiaru się poddać. z tymi myślami doszła do Pokoju Wspólnego, gdzie zaraz na początku porwał ją Adrian ze słowami:

- Możemy pogadać?

-Jasne, a o czym?

- Zobaczysz, chodź do mojego dormitorium. – i pociągnął ją, a Alex zdążyła zauważyć tylko znaczący uśmiech Jessici. Gdy drzwi zamknęły się za nimi Pucey zbliżył się do ślizgonki i pocałował ją namiętnie. – Dobrze smakujesz.

- Mieliśmy gadać – stwierdziła Alex z uśmiechem na ustach

- Ale to jest ciekawsze, nie sądzisz?

- Owszem, ale nie pozwalam na to każdemu.

- Więc może jako twój chłopak, będę mógł to robić bezkarnie.

- Nie mam nic przeciwko. – oznajmiła i pocałowała go mocno – ale teraz mam coś do zrobienia. Spotkamy się po obiedzie?

- Jasne. – Alex wyszła z wielkim bananem na twarzy.

- Już? Nie było cię nawet 5 minut. – zdziwiła się Jessica, gdy zobaczyła czarnowłosą ślizgonkę w Pokoju Wspólnym.

- Czy ty sobie czasem za dużo nie wyobrażasz? – zapytała Alex. – Nie ważne. – dodała na widok jej niewinnego uśmiechu. – Wiesz, że mój super ojciec zażyczył sobie, że Snape najpierw ma mnie nauczyć oklumencji, a dopiero potem teleportacji. Super, zajebisty pomysł, co nie? – żaliła się Riddle, siadając, obok Jessi, która przerwała pisanie wypracowania, aby wysłuchać przyjaciółki.

- Może ci się uda – powiedziała niepewnie blondynka

- Przestań, przecież ta cała oklumencja to będzie porażka. A to oznacza, że jednak w tego sylwestra będziecie musieli się za mną po użerać.

- No naprawdę, i jak my to wytrzymamy. – zapytała z kpiną panna Malfoy

- Nie wiem. – po chwili obie dziewczyny wybuchły głośnym śmiechem. Gdy się uspokoiły, Alex zapytała – A gdzie Blaise i Draco?

- Poszli gadać z Montague’m o Quidditchu.

- Aha. To ja idę wykonać telefon. Miłego pisania wypracowania.

- Dzięki. – odparła Jessi z załamaniem.

Rozmowa z przyjaciółmi poprawiła humor pannie Riddle. Stwierdzili, że będą czekać z niecierpliwością na spotkanie, jak nie w święta to na wakacje. Obiecali też, że jak już przyjedzie do Polski to zrobią mega imprezę. Późniejsze spotkanie z Adrianem minęło dziewczynie w miłej atmosferze. Przez kolejne dwa tygodnie spotykali się często, różnie spędzając czas. Raz spędzali czas w spokoju całując się i rozmawiając, innym razem szaleli na korytarzach prosząc się o szlaban. Jednak po dwóch tygodniach znudziło im się, więc jednogłośnie stwierdzili, że nie są stworzeni do życia w związku. Gdy powiedziała o tym Jessice, blondynka zdziwiła się i zapytała:

- Co się stało, przecież wyglądaliście na szczęśliwych?

- Znudzenie materiałem. Było miło, ale się skończyło.

Czas do świąt leciał uczniom Hogwartu szybko, wszyscy musieli znosić rozchodzące się po całej szkole rządy Umbridge. Alex nauka oklumencji szła wolno, jednak dziewczyna nie poddawała się. Na początku grudnia udawało jej się odpychać niemal każdy atak Snape’a. Mogli zacząć naukę teleportacji. Niestety do świąt nie udało jej się opanować tej sztuki.

ROZDZIAŁ 14 – SPOTKANIE Z OJCEM

ROZDZIAŁ 14 – SPOTKANIE Z OJCEM

Ostatniego dnia września podczas śniadania wraz z sowami do Wielkiej Sali wleciał czarny orzeł. Podleciał on spokojnie do stołu Slytherinu, a dokładnie do Alex Riddle. Wczyscy na czele z dziewczyną byli mocno zdziwieni widokiem drapieżnika wśród sów. Do nóżki miał przywiązany czarny pergamin. Ślizgonka drżącymi rękami odwiązała list i przyjrzała się ptakowi. Jego niewątpliwa siła przyciągała pannę Riddle, więc już po chwili dziewczyna spokojnie głaskała go po łebku. Gdy podała mu miseczkę z wodą napił się i wzleciał do góry. Po minucie nie było po nim śladu, nie licząc zwiniętego czarnego pergaminu w ręku Alex. Dziewczyna delikatnie przełamała pieczęć, na której widniała czaszka z wężem, już domyślała się od kogo ten list. Po otworzeniu na pergaminie zaczęły pojawiać się krwisto czerwone litery: „Samotność to najlepszy towarzysz”.

- Muszę iść – mruknęła do przyjaciół i zerwała się z miejsca

- Ale zaraz mamy historię magii – krzyknęła Jessi

- Więc się spóźnię – odkrzyknęła jej szatynka i pognała do swojego dormitorium zostawiając za sobą wiele zdziwionych spojrzeń. W tempie ekspresowym dotarła do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Gdy siedziała już na swoim łóżku jeszcze raz spojrzała na list. Poprzednie zdanie znikło, a na jego miejscu zaczęła pojawiać się prawidłowa treść listu.

Droga Córko!

Jestem szczęśliwy, że się odnalazłaś, choć ku mojemu niezadowoleniu to Dumbledore przekazał Tobie informację o Twoim pochodzeniu. Cieszy mnie to, iż przyjęłaś moje nazwisko.  Chciałbym, abyśmy się spotkali. Mam nadzieję, że ty też tego pragniesz. W następną sobotę macie wyjście do Hogsmeade. Przed Gospodą pod Świńskim Łbem o godzinie 11.00 będzie na Ciebie czekał jeden z moich przyjaciół. Mam nadzieję, że się pojawisz.

Twój ojciec Tom Marvolo Riddle – Lord Voldemort

PS. Nie przyjmuję odmowy.

Alex nie wiedziała co myśleć o tym liście, ponieważ nic on nie wyjaśniał. Gdy orzeł wleciał do Wielkiej Sali miała taką nadzieję, że rozwieje chociaż trochę jej wątpliwości. Niestety tak się nie stało. Dziewczyna nie poszła już na historię magii, na kolejnej lekcji, którą była numerologia, pojawiła się nie chcąc narobić sobie kłopotów. Przyjaciele pytali ją co to był za list lecz zbyła ich krótkim „Nie ważne”. Widząc, że nie chce o tym rozmawiać odpuścili temat. Do soboty Alex była jakby nieobecna duchem. Niby wiedziała, że skorzysta z zaproszenia to jednak miała wątpliwości. A kto by ich nie miał przed spotkaniem z Lordem Voldemortem? W sobotę obudziła się o 4.00. Od razu po przebudzeniu ubrała się w wygodny dres i poszła biegać. Oczyściła umysł poprzez intensywny trening. Dzięki temu wpadła na genialny pomysł. Miała ochotę coś sobie zrobić za to, że nie pomyślała o tym wcześniej. Brian. Zadzwoni do Briana. Po szybkim prysznicu zamknęła się w łazience, aby nie obudzić panny Malfoy i wybrała numer przyjaciela.

- Brian wiem, że śpisz, ale odbierz błagam – mruczała pod nosem.

- Hej księżniczko, stało się coś, że dzwonisz o 7.00 rano? – odezwał się zaspany męski głos.

- Przepraszam Brian, nie chciałam cię obudzić, ale ja muszę pogadać. Nic się nie stało, ale ja się pogubiłam. Nie wiem co mam robić, muszę z tobą pogadać. Ale naprawdę nie chciałam cię budzić. – kolejne słowa wylatywały z ust młodej Riddle z prędkością karabina, a dla O’Connera, były one pozbawione większego sensu

- Stop, stop, stop. Księżniczko może zaczęłabyś od początku, bo do tej pory nic nie zrozumiałem. Spokojnie, zacznij jeszcze raz – delikatny głos przyjaciela działał na nią kojąco, więc po chwili odetchnęła i zaczęła tłumaczyć

- Ostatnio dostałam list. Od ojca. Dziś mam się z nim spotkać i tak się boję. Nie jego, ale tego spotkania i tego co mogę się dowiedzieć. Dochodzę do wniosku, że dotychczasowa niewiedza i życie w Polsce było o niebo lepsze. Brakuje mi ciebie, tak bardzo chcę się do ciebie przytulić, ale nie mogę, bo ja jestem tu, a ty tam. Zrób coś abym miała siłę stawić czoło własnemu ojcu, daj mi tę siłę. – zakończyła nieco płaczliwym tonem. To dało do myślenia Brianowi, ponieważ Alex nigdy nie była dziewczyną, która łatwo dawała się rozkleić.

- Alusia, posłuchaj mnie uważnie. Ty masz tę siłę i nie zaprzeczaj, bo gdybyś jej nie miała to byłabyś ze mną w Polsce i za żadne skarby nie zdecydowałabyś się na wyjazd do Hogwartu. Jesteś silna, zawsze byłaś. Boisz się, ale chyba każdy by się bał. Wierzę, jednak że przezwyciężysz ten strach i staniesz dzisiaj pewna siebie przed swoim ojcem i w spokoju dowiesz się prawdy. Kocham cię i będę trzymał kciuki za dzisiejsze spotkanie.

- Dziękuję ci Brian. Też cię kocham.

- Nie ma sprawy. Zadzwoń do mnie jak będziesz już po.

- Zadzwonię. Do usłyszenia. – Alex zakończyła rozmowę już z lekkim uśmiechem na twarzy. Wyszła z łazienki i zobaczyła Jessicę patrzącą się w sufit. – Już nie śpisz? – zapytała

- Obudziła mnie twoja rozmowa – Malfoy odpowiedziała nieco smutnym głosem

- Nie chciałam cię budzić, zamknęłam drzwi. Ile słyszałaś?

 - Były uchylone. Słyszałam wszystko od momentu, gdy powiedziałaś, że w Polsce było ci lepiej. – Alex zrozumiała czemu blondynka była smutna.

- Jessi tu nie chodzi o was. Byłabym szczęśliwa mając przy sobie i Briana, i ciebie, Blaisa i Draco. Ja tutaj czuję się zagubiona.

- Czemu nie chcesz zaufać nam tak jak jemu?

- Bo on jest dla mnie jak brat, kocham go i nie ważne gdzie będzie to najpierw jemu będę zwierzała się ze swoich trosk. Powiedz mi do kogo idziesz najpierw gdy jesteś zagubiona.

- Do Draco – powiedziała pewnie

- No właśnie, a ja do Briana. – po chwili ciszy znów odezwała się Jessica

- To od ojca dostałaś ten list?

- Tak, mam się z nim spotkać dziś. W Hogsmeade o 11.00 ktoś będzie na mnie czekał przy Gospodzie pod Świńskim Łbem. Boję się, ale pójdę tam.

- Nie martw się, wszystko będzie ok. Ale musisz o tym powiedzieć Draco i Blaisowi, bo nie wiem jak ty, ale ja nie wiem gdzie jest ta cała gospoda. Oni cię tam zaprowadzą.

- Że też o tym nie pomyślałam. Dzięki Jessi, jakoś się nad tym nie zastanawiałam, wyszłabym i pewnie dłuższy czas łaziłabym bez celu, aby odszukać gospodę.

- No to chodźmy do chłopaków, a potem na śniadanie – po obudzeniu dwójki ślizgonów i wyjaśnieniu wszystkiego ci od razu zgodzili się zaprowadzić Alex pod gospodę. Nim dziewczyna się obróciła, była 10.00 i trzeba było wychodzić. Alex miała wrażenie, że na dno jej żołądka opadł jej wyjątkowo ciężki kamień.

- Riddle, rusz swój seksowny tyłek, trzeba iść – szepnął jej do ucha Draco tak, aby inni nie słyszeli, gdy nie reagowała na ich wołania, że czas ruszać. Wstała i wyszła z Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Jej przyjaciele byli zdziwieni, że wreszcie się ruszyła, ale posłusznie ruszyli za nią. Do Gospody po Świńskim Łbem dotarli o 10.50. W niedużym oddaleniu od wejścia stała kobieta. Wysoka blondynka o surowym wyrazi twarzy. Jej twarz złagodniała na widok czwórki Hogwartczyków, usta ułożyły się w delikatny uśmiech.

- Mamo! – Jessica zawołała do kobiety, a gdy podbiegła do niej zapytała – Co ty tutaj robisz?

- A wy? Ta gospoda nie jest dla was odpowiednim miejscem. – kobieta zbyła jej pytanie, zwracając się do całej czwórki

- Przyprowadziliśmy Alex, to chyba na nią czekasz? – odpowiedział Draco

- Aleksis Riddle, to ty? – zapytała kobieta zwracając się w stronę Alex

- Tak, proszę pani. Jestem Alex Riddle – głos szatynki był pewny i dziewczyna zdała sobie sprawę, że właśnie pokonuje strach który trawił ją od momentu dostania listu

- Oh, Alex. Twój ojciec mówił, że… – kobieta chciała się wytłumaczyć

- Mój ojciec mnie nie zna i nie wie jak wolę, aby się do mnie zwracano. Więc jeśli nie sprawi to pani kłopotu to proszę mówić do mnie Alex.

- Oczywiście. Ja nazywam się Narcyza Malfoy.

- Miło poznać. – odpowiedziała jej Alex

- Jessico, Draco widzimy się na święta. Do zobaczenia. A na nas już czas. – oznajmiła kobieta

- Do zobaczenia mamo. – odpowiedziało chórem rodzeństwo

- Do widzenia pani Malfoy – pożegnał się Blaise. Cała trójka skierowała się w stronę miasteczka.

- Chwyć mnie za rękę. Teleportujemy się.

- Gdzie?

- Do dworu twojego ojca. – po tych słowach Alex posłusznie złapała rękę pani Malfoy i już po chwili czuła jakby coś przepychało ją przez cienką rurę. Gdy stała już pewnie na nogach zauważyła, że stoi na pustym polu. Narcyza zrobiła dwa kroki wprzód i uniosła rękaw lewej ręki.

- Alex podejdź tu. – po wykonaniu polecenia blondynka złapała dłoń panny Riddle i dotknęła nią niewidzialnych prętów bramy. Przed kobietami zaczął ukazywać się wielki dwór. Według szatynki wyglądał bardziej jak średniowieczny zamek o grubych kamiennych murach.

- Riddle Manor – dwór Czarnego Pana – Alex przeczytała napis znajdujący się na wysokiej, żelaznej bramie.

- Do dworu wejdą tylko osoby, które zostaną wpuszczone przez odpowiednią osobę z wewnątrz. Gdy dotknęłaś bramy ukazała się tobie cała posiadłość. Ja już ją widziałam. Zaraz ktoś tu przyjdzie. – wyjaśniła blondynka. I rzeczywiście po paru minutach drogą prowadzącą do bramy szedł niski, gruby i zaniedbany mężczyzna o mysich włosach. Gdy zbliżył się do kobiet Alex odniosła wrażenie, że mężczyzna ma wspólnych przodków ze szczurami. – Przyprowadziłam pannę Riddle, otwórz tę bramę – wyjaśniła Narcyza zimnym tonem nieznoszącym sprzeciwu.

- Ależ oczywiście, pani Malfoy – odparł służalczym tonem. Gdy przekroczyły bramę mężczyzna zwrócił się do Alex. – Panno Riddle nazywam się Peter Pettigrew, jestem wiernym sługą twego ojca.

- Odsuń się ode mnie. Nie interesują mnie twoje stosunki z moim ojcem – na twarzy dziewczyny widać było wyraz obrzydzenia, gdy patrzyła się na Petera.

- Odejdź Glizdogonie. Panna Riddle nie ma ochoty na twoje towarzystwo. – lód wydobywający się z gardła pani Malfoy wystarczył aby mężczyzna odszedł, najpierw kłaniając się nisko młodej ślizgonce.

- Obrzydliwy facet – mruknęła Alex

- Nie zwracaj na niego uwagi, to zwykły szczur. – poszły w kierunku drzwi wejściowych. Gdy przekroczyły próg powitał ich chłód wnętrza. Gołe, kamienne ściany sprawiały wrażenie wyjętych z więzienia.

- Pan czeka na ciebie w gabinecie. Chodźmy. Po kilku minutach wędrówki schodami i krętymi korytarzami zatrzymały się przed drzwiami jednego z pomieszczeń. Blondynka zapukała, po czym drzwi się otworzyły. – Witaj panie. Przyprowadziłam twoją córkę. – tym słowom towarzyszył ukłon ze strony Narcyzy.

- Możesz odejść Narcyzo. – odezwał się wysoki mężczyzna stojący tyłem do drzwi przy których stała Alex.

- Dziękuję panie. – blond włosa kobieta wyszła z pokoju zostawiając ojca z córką. Tom Riddle odwrócił się przodem do Alex.

- Witaj córko. Aleksis Elizabeth. – Dziewczyna przyglądała się swemu ojcu. Przed nią stał przystojny, szczupły mężczyzna o czarnych, krótkich włosach i niebieskich oczach, które po nim odziedziczyła. Jednak jego oczy nie zmieniały barwy wraz z nastrojem. Te oczy prześwietlały ją na wskroś.

- Witaj ojcze. – odpowiedziała po chwili wahania – Czy może również mam mówić do ciebie per „panie”?

- Oh. Nie ma takiej potrzeby Aleksis. – Uśmiech spowił jego twarz.

- W takim razie ty mów do mnie Alex.

- Czyżby nie podobało ci się imię, które wybraliśmy dla ciebie z matką.

- Zdecydowanie wolę jego zdrobnienie.

- Zatem niech tak będzie. Droga Alex wyrosłaś na piękną kobietę.

- Nie jestem tu po to, aby słuchać komplementów. – odparła szorstko.

- W takim razie dlaczego tu jesteś?

- Chcę znać prawdę, a poza tym to ty mnie tu zaprosiłeś. Więc to ja powinnam zadać pytanie: dlaczego?

- Chcę cię poznać. W końcu jesteś moją córką, a ostatni raz widziałem cię jak miałaś pół roku. Skoro chcesz znać prawdę to pytaj. – Alex zastanawiała się, czy może zaufać ojcu, jednak w tej chwili nie miała innego wyjścia.

- Jak to się stało, że znalazłam się w Polsce?

- Nie wiem czemu Polska. Pewnie chcieli  ukryć cię przede mną.

- Kto? I czy miał jakiś powód?

- Dumbledore. Rozkazał jakiemuś zakonnikowi zabić ciebie i twoją matkę, aby trafić we mnie.

- Zakonnik? Czemu w ciebie? – dopytywała się Alex

- Nie słyszałaś o Zakonie Feniksa?- gdy odpowiedział mu przeczący ruch głowy wyjaśnił – Organizacja założona przez samego Dumbledora walcząca przeciwko mnie.

- Nie masz zbyt wysokiego mniemania o sobie? – zapytała drwiąco – Nie wszystko kręci się wokół ciebie.

-Zemsta Dumbledora skierowana jest przede wszystkim we mnie.

- Co takiego zrobiłeś, że Dumbledore się mści?

- Nie podobała mu się polityka, którą chciałem wprowadzić.

- Mniejsza o to. Jak to się stało, że powinnam nie żyć, a jednak rozmawiam sobie spokojnie z tobą? – Alex coraz mniej rozumiała

- Ponad czternaście lat temu Dumbledore wysłał mi list. Napisał w nim, że rozkazał swojemu człowiekowi zabić ciebie i Elizabeth. Aby upewnić mnie, że im się udało do listu dołożył naszyjnik, z którym Elizabeth nigdy się nie rozstawała. Nie wiem czemu żyjesz. Jednak sądzę, że temu człowiekowi szkoda było zabijać dziecka. Teraz wiem, że nie był tak bezduszny jak Dumbledore.

- Czy skoro ja żyję to czy ona też może? – zapytała niepewnie. Do tej pory zastanawiała ją cały czas sprawa z ojcem, nigdy jednak nie myślała o matce.

- Twoja matka. Elizabeth. – Alex po raz pierwszy od początku tego spotkania zobaczyła tak delikatny uśmiech na twarzy swojego ojca. – Jedynym dowodem na to, że nie żyje jest naszyjnik, który przysłał mi Dumbledore. Ona nigdy sama z siebie by go nie oddała.

- Ty wiesz kto wysłał mnie do Polski i kto zabił matkę? – nie było to do końca pytanie, raczej stwierdzenie.

- Wiem. – Tom zawahał się.

- Kto?

- James Potter. – Gdy Alex usłyszała to nazwisko wszystko weszło na swoje miejsce. Zrozumiała większość spraw z przeszłości. Jednak do jej serca wlał się pewien niepokój, że jest to świetnie ułożona historyjka. Przecież Dumbledore mówił jej całkiem co innego.

- Dlaczego mam ci ufać? – zapytała niepewnie

- Nie ufasz własnemu ojcu?

- Jesteś jedynie dawcą nasienia. Na miano ojca trzeba sobie zasłużyć. Nie wiem jakim ojcem byłeś dla mnie przez przez pierwsze pół roku więc musisz zacząć od nowa próbować zasłużyć sobie na moje zaufanie. – słowa te nie zrobiły na Riddlu żadnego wrażenia, w końcu to jego córka, więc spodziewał się, że nie rzuci mu się w ramiona z krzykiem: „Kocham cię tato”. Odkąd stracił Elizabeth nie wierzył w miłość.

- W takim razie może zacznę od nowa. Pokażę ci list, który napisał do mnie Dumbledore. – Tom podszedł do biurka i wyciągnął szkatułę na biżuterię. Wyciągnął z niej list. – Należała do Elizabeth. – wskazał na szkatułę, po czym podał jej list.

21.02.1981 r.

Witaj Tom!

Pewnie zastanawiasz się gdzie podziewają się twoja żona i córka. No cóż, już ich nie ma.

Rozkazałem Jamesowi Potterowi zabić je. Mam nadzieję, że podoba ci się prezent urodzinowy ode mnie.

Więc przesyłam najlepsze życzenia wraz z naszyjnikiem Elizabeth. Po śmierci już jej się nie przyda. 

Z pozdrowieniami

A. P. W. B. Dumbledore

Po przeczytaniu listu na twarzy Alex pojawił się szok, natomiast po jej policzku spłynęła jedna łza. Wiedziała, że nie jest to podrobiony list, ponieważ pismo było identyczne jak w liście, który ona otrzymała od dyrektora Hogwartu.

- Chcę wrócić do Hogwartu. – powiedziała niespodziewanie.

- Już zaspokoiłaś swoją ciekawość? – zapytał zdziwiony tak nagłym zwrotem akcji.

- Nie. Ale na dzisiaj mam dosyć.

- W takim razie zobaczymy się na święta, a tymczasem…

- Nie. – przerwała ojcu – Święta zawsze spędzam z bliskimi przyjaciółmi w Polsce. Tak będzie i teraz. – wyjaśniła z pewnością w głosie.

- Przykro mi, ale spędzisz te święta ze mną. W wigilię Bożego Narodzenia urządzam bal na którym przedstawię cię wszystkim śmierciożercom. – widząc, że dziewczyna chce coś wtrącić, szybko kontynuował – Jeśli chcesz się zobaczyć z przyjaciółmi naucz się teleportacji niewykrywalnej, a nie będzie żadnych przeszkód abyś znalazła się w Polsce, jednak dopiero po świętach. – ze złością na twarzy powiedziała:

- Ciekawe jakim sposobem mam się tego nauczyć? – słychać było drwinę w tych słowach.

- Poproś o pomoc Severusa Snape’a. On ci pomoże, a teraz zaprowadzi z powrotem do Hogwartu. – ku wielkiemu zdziwieniu ślizgonki chwilę później w drzwiach pojawił się jej opiekun.

- Witaj panie. – czarnowłosy mężczyzna ukłonił się w kierunku Voldemorta – Co mogę dla ciebie zrobić?

- Zabierzesz moją córkę z powrotem do Hogwartu. Zrób to tak, aby Dumbledore nie zorientował się, że Alex spotkała się ze mną.

- Oczywiście panie. Panno Riddle, możemy już iść?

- Tak. – dziewczyna była zdezorientowana wszystkim co tu zobaczyła i usłyszała. Nie dochodziły do niej żadne bodźce . Nawet nie skojarzyła, że na dworze zaczęło się robić ciemno. Snape chwycił ją za ramię i po chwili zjawili się w Zakazanym Lesie.

- Rzucę na ciebie zaklęcie kameleona, abyś mogła dojść do lochów niezauważona. – gdy potwierdziła machnięciem głowy, poczuła jakby coś spływało po jej ciele. Gdy doszli do lochów profesor ściągnął z dziewczyny zaklęcie i oznajmił, że może iść. Pożegnała go krótkim: „Do widzenia” i ruszyła do pokoju wspólnego ślizgonów. Gdy mijała trójkę przyjaciół powiedziała:

- Nie mam ochoty teraz gadać. Opowiem wam wszystko, ale nie dzisiaj. – ruszyła do swojego dormitorium. Wzięła szybki prysznic i napisała smsa do Briana, który brzmiał: „Nic mi nie jest, jutro zadzwonię, dzisiaj potrzebuję spokoju”. Po przeczytaniu odpowiedzi: „OK. Czekam” położyła się spać, nie myśląc za wiele.

ROZDZIAŁ 13 – SZCZERA ROZMOWA Z DRACO

ROZDZIAŁ 13 – SZCZERA ROZMOWA Z DRACO

Następne dni w Hogwrcie nie przyniosły nic nowego. Gdy Alex chodziła po zamku docierały do niej przeróżne spojżenia. Gryfoni patrzyli na nią z oburzeniem i wściekłością, puchoni ze strachem, krukoni z zaciekawieniem, natomiast jedni ślizgoni z obojętnością, a inni z podziwem. Niestety tylko jej przyjaciele zachowywali się względem niej normalnie, nie zwracając uwagi na jej pochodzenie. Każde spojrzenie rzucone w jej stronę doprowadzało ją do szału, szczególnie iż wiedziała, że towarzyszą temu przeróżne plotki. Zaczynając od tego, że podszywa się pod córkę Voldemorta, a kończąc na tym, że jest tu po to, aby skończyć misję swego ojca, czyli zabić Harrego Pottera. Nigdy nie interesowała się tym co o niej mówią, ale teraz jej cierpliwość kończyła się. Oczywiście uznała wreszcie , że musi coś z tym zrobić. Okazja do tego nadarzyła się w połowie września gdy weszła do Wielkiej Sali na śniadanie. Jak zwykle osoby siedzące najbliżej wejścia rzuciły na nią okiem, jakby chcieli sprawdzić czy ma zamiar komuś coś zrobić, a potem z powrotem wrócili do śniadania. Jednak nie przy stole gryfonów. Jakiś pierwszak, dopiero po chwili Alex rozpoznała w nim Malcolma, chłopca z łódki, po raz kolejny zaczął przechwalać się jak to pierwszego dnia pyskował córce Tego-Którego-Imienia-Niewolno-Wymawiać, i że wcale się nie bał. Alex uznała, że pora wreszcie zakończyć tę dziecinadę, więc ruszyła w stronę pierwszorocznych gryfonów. Malfoy’owie i Zabini ruszyli za nią widząc, że ma mordercze zamiary. Zanim dotarli na miejsce mruknęła do nich jeszcze:

- Tylko się nie wtrącajcie. Proszę .

Gdy doszła do Malcolma schyliła się za nim i powiedziała złowrogim szeptem:

- Ty gnojku, skoro jesteś taki do przodu to może teraz powiesz mi co o mnie myślisz? – Alex wyprostowała się i spojrzała na niego wyczekująco – No, Preston skoro się mnie nie boisz to na co czekasz? – powiedziała drwiącym głosem. Gryfon odwrócił się do niej chcąc coś powiedzieć, ale zobaczył, że ma obstawę w postaci trzech innych ślizgonów. Gdyby była sama to przecież stała przy stole gryfonów więc chłopiec mógł się czuć pewnie, ale byli tu też Draco i Blaise, których młodsi uczniowie się bali, a starsi byli na końcu stołu i nic jeszcze nie zauważyli. – Skoro nie masz mi nic do powiedzenia uznam, że przed chwilą nie mówiłeś o mnie i wyrażę nadzieję, że nie usłyszę już nigdy o tym co się działo pierwszego września. Bo z tego co pamiętam to oprócz tego, ze patrzyłeś na mnie jakbym ci coś zrobiła to nie za bardzo miałeś ochotę się odezwać, a już na pewno nie pyskowałeś. Prawda? – wyraziła się miło, jednak chłopak wiedział, że jeśli nie potwierdzi to ona się zemści.

- Tak – powiedział ostrożnie. Tę właśnie chwilę wybrała sobie Złota Trójca na wtrącenie się.

- Zostaw go – wyrzucił z siebie gniewnie Ron

- Nie wtrącaj się Weasley. To sprawa pomiędzy mną a moim małym przyjacielem. Prawda Malcolm?

- Tak – już czuł się trochę pewniej, ale i tak wolał przyznać dziewczynie rację

- Ty go zastraszyłaś, dlatego się z tobą zgodził – wykrzyknął rudowłosy, teraz i nauczyciele zwrócili na nią uwagę. Snape i McGonnagall ruszyli w ich stronę, widząc, ze to ich wychowankowie się kłócą.

- Weasley, jeszcze raz ci tłumaczę, że to nie twoja sprawa – głos ślizgonki był bardzo spokojny i to wyprowadziło z równowagi gryfonów. Tym razem odpowiedział jej Potter:

- Malcolm jest gryfonem, a ty mu grozisz więc to też nasza sprawa

- Potter czy ty myślisz, że ja nie mam nic do roboty tylko grozić jakiemuś dzieciakowi? Ja mu zwracałam grzecznie uwagę. – Głos Alex nadal był spokojny jednak dziewczyna powoli się już denerwowała. Teraz już wszyscy uczniowie się im przyglądali.

- Jesteś córką Sama-Wiesz-Kogo i do tego ślizgonką, więc musiałaś mu grozić – krzyknął Weasley

- Aleś ty inteligentny – powiedziała drwiąco i zaczęła podnosić głos – czy wy możecie mi wytłumaczyć co was obchodzi moja rodzina?! Twoja matka Weasley mogłaby się puszczać po kątach, a mnie i tak nie będzie to obchodziło! – rudowłosy gryfon już chciał bronić swojej matki, co uświadomiło Alex, że nie zrozumiał nic z tego co powiedziała, więc nie dała mu dojść do słowa – Więc z łaski swojej odwal się ode mnie i od mojego ojca! Nie znam faceta, nie wiem nawet jak wygląda więc to co robię nie ma żadnego, pieprzonego związku z moją rodziną! A to, że jestem ślizgonką znaczy jedynie tyle, że na szatach mamy inną naszywkę! Jeśli możesz to odpieprz się ode mnie!

- Panno Riddle proszę się uspokoić. – gdy dziewczyna zakończyła swój monolog Snape i McGonnagall akurat do nich podeszli. Mężczyzna zapytał – Co tu się dzieję? Riddle wyjaśnij mi to. – Czarnowłosa uspokoiła się trochę, więc wzięła głęboki wdech i zaczęła tłumaczyć z jako tako spokojem w głosie, który tak bardzo denerwował gryfonów

- Otóż chodzi to, że podeszłam tu aby sobie kulturalnie porozmawiać z Prestonem, a gdy już sobie wszystko wyjaśniliśmy oni – tu wskazała na Złotą Trójcę – postanowili nam przeszkodzić i zaczęli wysuwać przeciw mnie jakieś niesprawiedliwe oskarżenia – zakończyła pewnym i już zupełnie spokojnym głosem.

- Nie obchodzi mnie co tu się dzieje. – powiedziała McGonnagall – Panno Riddle minus dziesięć punktów za używanie wulgaryzmów oraz szlaban za zakłócanie posiłku

- Minerwo chyba zapomniałaś o Weasley’u to on zaczął krzyczeć, a potem dołączył do niego Potter. Chyba zgodzisz się ze mną? – opiekunka Gryffindoru zgodziła się ze Snapem – Weasley, Potter szlaban. Dziś o 18.00 razem z panną Riddle stawicie się u pana Filcha. Rozejść się – warknął na koniec Snape. Alex razem z przyjaciółmi poszła zjeść śniadanie jednak ta sytuacja odebrała jej apetyt więc wypiła tylko mocną kawę z cukrem. Nie czekając na nikogo poszła zaszyć się w swoim dormitorium. Bardzo cieszyła się, że dzisiaj sobota, bo mogła w spokoju przemyśleć to wszystko. Jednak nie dane jej to było, bo ledwo położyła się do łóżka, a już drzwi otworzyły się. Do pokoju Jessi wsunęła delikatnie głowę.

- Chcesz pogadać? – spytała

- Wchodźcie. – mimo tego, że miała myśleć to wiedziała, że towarzystwo trójki ślizgonów dobrze jej zrobi. A skąd wiedziała, że za drzwiami stoi cała trójka, a nie tylko Jessi? Po prostu wiedziała. I nie myliła się. Gdy weszli Jessi i Blaise usadowili się na łóżku blondynki, a Draco uwalił się koło Alex. – Nie za dobrze ci, Smoku?

- Mogłoby być lepiej. – po chwili milczenia Draco zapytał – Chyba nie przejmujesz się Weasley’em?

- Nim? Nie. On mi zwisa i powiewa. Zastanawiam się po prostu czy dobrze zrobiłam przyjeżdżając do Anglii. Teoretycznie jestem tu, bo Dumbledore zaproponował mi ochronę. Tyle, że ja jej nie chcę. Przecież gdyby on chciał mnie znaleźć to i tak mnie znajdzie, niezależnie od tego gdzie jestem. – wszyscy wiedzieli, że chodzi jej o ojca.

- Chcesz, żeby cię znalazł? – zapytał poważnie Draco, na co Alex odpowiedziała mu skinięciem głowy

- Wydawało mi się, że będąc tu to spotkanie będzie łatwiejsze, a jak na razie to nie przybliżyłam się do tego ani trochę. Nawet nie wiem, czy on wie, że tu jestem.

- Niestety nam nic o tym nie wiadomo, ale wiemy jedno. Zrobiłaś bardzo dobrze, ze tu jesteś. Dzięki temu zdobyłam najlepszą przyjaciółkę, a ty poznasz wreszcie prawdę o sobie. Musisz być cierpliwa, a tym tłumokom wreszcie przejdzie i przestaną gapić się na ciebie jak na okaz w zoo. – oznajmiła Jessica.

- Wiesz co Jessi. W jednej chwili byłaś pieprzoną egoistką, ale też ukochaną przyjaciółką. I za to cię lubię. – powiedziała Alex już z bananem na ustach.

- Słodkie to było. – wtrącił się Blaise – Obie macie racje. A ty Alex dasz radę i jak jebniesz jeszcze raz  taką przemowę jak dzisiaj to odwalą się od ciebie. – wszyscy zaśmiali się na te słowa – nie wiem jak wy ale ja muszę zrobić esej na Obronę,a ty idziesz ze mną – tu zwrócił się do panny Malfoy – Nie będę się sam męczył w bibliotece. – i poszli.

- A my co będziemy robić? – zapytał Malfoy

- Co myślisz o gniciu w łóżku do obiadu, a potem może jakieś bieganie?

- Pierwsza opcja bardzo kusząca, ale druga? Czy ja wiem?

- Oj Draco, proszę. Ostatnio ja latałam z tobą po piątej rano na miotle, więc teraz ty ze mną pobiegasz. – uśmiechnęła się słodko do chłopaka, który chcąc nie chcąc widząc taką minę zgodził się. Szatynka wiedziała, że to zadziała, w końcu zawsze działało. Każdy facet się na to łapał. – No widzisz jakie ja mam genialne pomysły – mówiąc to położyła głowę na brzuchu leżącego w poprzek łóżka Draco. Ona sama leżała wzdłuż mebla.

- Masz chłopaka? – zapytał niespodziewanie Draco

- Nie, przecież już kiedyś mówiłam. Czemu pytasz? – spytała dziewczyna

- Tak tylko.

- A ty znalazłeś już jakąś dziewczynę?

- Nie i o dziwo dobrze mi na razie z tym.

- Jaka szkoda, a myślałam, ze się załapię – powiedziała poważnie, jednak wybuch śmiechu, który potem nastąpił zepsuł efekt

- A chciałabyś? – Draco sam nie wiedział co kierowało nim, że zadawał takie pytania. Alex postanowiła odpowiedzieć poważnie

- Nie wiem. Jesteś idealnym przyjacielem. Szkoda by było zepsuć to przez jakiś nie poważny związek, który pewnie nie potrwałby zbyt długo. Oczywiście nie mam tu na myśli, że z tobą byłoby coś nie tak, czy coś. Po prostu mówię z doświadczenia.

- Mówisz tak jakbyś miała za sobą co najmniej tuzin nieudanych związków.

- Tak właściwie to tylko jeden był nie udany. Cała reszta to były nie poważne związki. Miałam to szczęście, że z większością chłopaków się potem zaprzyjaźniłam.

- Opowiedz mi o tym jednym.

- Ok, ale po warunkiem, że ty też opowiesz mi o jakimś swoim nieudanym związku.

- Niech ci będzie.

- On był Polakiem, starszy o rok, mega przystojny. – zaczęła swoją opowieść – Każda się za nim obracała, a on zainteresował się mną. Nie żebym miała jakiś kompleks czy coś, ale po prostu było to dla mnie zaskoczenie. Ja nie za bardzo się nim interesowałam, po prostu nie przepadałam za gwiazdą szkoły. Gdy poznałam go bliżej okazał się być całkiem inteligentny. Zaczęliśmy się spotykać. Ja zauroczyłam się nim i po jakiś dwóch tygodniach złamałam swoją zasadę, jedyną dotyczącą związków. – gdy przerwała Draco zapytał

- Jaka to była zasada?

- Postanowiłam, że oddam się komuś tylko pod warunkiem, że oboje będziemy żywić do siebie jakieś głębokie uczucia. Nie mówię tu koniecznie o miłości, bo sama nie jestem pewna czy coś takiego istnieje. Na następny dzień powiedział, że to był zakład. Razem z kolegami założył się, że przeleci gorącą dziewicę. Tak mnie nazywali w swoim gronie. Ja mu powiedziałam, żeby poćwiczył przed następnym takim zakładem, bo wykonanie nie za bardzo mu wychodzi. Nie spotkaliśmy się więcej, w ten sam dzień wróciliśmy do domów na wakacje, a teraz ja jestem tu, a on w Polsce. – dokończyła – Wiesz, że jesteś drugą osobą, której to mówię?

- Czuję się zaszczycony. – powiedział ze śmiechem – Kto był pierwszą osobą?

- Oczywiście Brian. Gdy tylko mnie zobaczył od razu wiedział, że coś się stało no i wyciągnął wszystko ode mnie. Potem rzucił jakieś paskudne zaklęcie na tego chłopaka, takie że z jakiegoś powodu ten nie mógł usiąść na dupie. Ale to nieważne. Teraz twoja kolej.

- Oj Alex, Alex, co ja ci mogę powiedzieć skoro moje wszystkie związki zaczynały i kończyły się w ten sam sposób. Na mój jeden uśmiech zdobywałem tę co chciałem a po tygodniu czasem dwóch, ja je rzucałem.

- Ale na pewno wszystkie takie były? – zapytała zawiedziona dziewczyna

- Wszystkie – odpowiedział

- Niech będzie, że ci uwierzę. Mamy jeszcze godzinę do obiadu. – po chwili dziewczyna zmieniła ton na poważny – Powiedz mi jaki on jest? – widząc niezrozumiały wzrok chłopaka wytłumaczyła – Mój ojciec. – po tych słowach nastała cisza – Przecież mówiliście, że w wakacje mieszkał w waszym dworze, więc proszę powiedz mi.

- Owszem, tylko nie wiem co mam ci powiedzieć

- Prawdę

- Ale to nie jest takie łatwe. Mój ojciec jest jego fanatykiem, wydaje mu się, że przekazał mi swoje uwielbienie, ale to nie prawda. Nie wiem jaki jest twój ojciec, ale wiem, że Czarny Pan to bezwzględny człowiek, nienawidzący szlam i kochający czarną magię. Nie wiem co do tego doprowadziło, ale tak jest teraz. To chciałaś usłyszeć?

- Jeśli to jest prawda, to tak. Boję się, Draco, nie boję się jego, ale spotkania z nim. Chcę tego, ale nie wiem co to będzie jak do tego dojdzie. – powiedziała Alex po czym przytuliła się do ślizgona

- Nie powiem ci, że wszytko będzie dobrze,  bo tego nie wiem, ale skoro chcesz spotkać się z nim to zrób to, bo inaczej będziesz tego żałować.

- Wiem. Dziękuję. – oderwała się od chłopaka i pocałowała go w policzek – A teraz idziemy na obiad, a potem biegać – oznajmiła ze śmiechem

- Już myślałem, że zapomniałaś. Chodź. – i poszli do Wielkiej Sali, a Alex nigdy nie zapomniała tej rozmowy. To była jej pierwsza naprawdę szczera rozmowa z Draconem, od teraz wiedziała, że może mu powiedzieć wszystko, a on nie zbagatelizuje jej problemu. Bardzo się z tego cieszyła. Po obiedzie biegali do 17.00, a Alex po raz pierwszy od lotu na miotle poczuła się wolna. Zawsze lubiła to zmęczenie po bieganiu. Draco narzekał, że go wymęczyła, ale w głębi duszy po dwóch godzinach polubił to. Pomyślał, że nawet dobrze by było biegać z czarnowłosą ślizgonką codziennie rano. O 17.00 wrócili do zamku, Alex po odprężającej kąpieli poszła na szlaban. Pod drzwiami gabinetu woźnego stali już dwaj gryfoni, nie zwracając na nich uwagi zapukała do drzwi. Po usłyszeniu szorstkiego: „Proszę” weszła, a za nią weszli chłopcy.

- Dzień dobry, panie Filch – odezwała się ślizgonka. Mężczyzna nie zwracając uwagi na słowa dziewczyn, zaczął mruczeć coś pod nosem o niewychowanych i kpiących z niego bachorach. Po chwili odezwał się do nich:

- Wyczyścicie wszystkie puchary w Izbie Pamięci. Oddajcie różdżki, odprowadzę was – burknął. Doszli na trzecie piętro, Filch zamknął ich w Izbie Pamięci mówiąc – Przyjdę po was o 22.00.

Alex nie zwracając uwagi na jej towarzyszy wzięła się do pracy, wcześniej wyciągając MP 4. Po chwili odcięta od rzeczywistości zaczęła czyścić puchary. Chłopcy popatrzyli na nią zdziwieni, jednak obaj z innego powodu. Weasley, bo nie wiedziała co dziewczyna zrobiła, przeież nigdy nie widział takiego urządzenia, a Potter, bo z tego co wiedział od Hermiony to mugolskie elektroniczne urządzenia nie powinny działać na terenie Hogwartu. Nadal zdziwieni wzięli się za pracę. Czyszczenie pucharów poszło im w miarę szybko, bo wyrobili się w 3h. Była 21.00, więc musieli czekać jeszcze godzinę, aż Filch łaskawie się pojawi, aby ich wypuścić. Alex nie odzywała się do gryfonów, zresztą nawet ich nie słyszała słuchając muzyki, więc nie doszło do żadnej kłótni. Dziewczyna usadowiła się na podłodze, a Gryfoni wzięli z niej przykład i rozmawiając rozsiedli się na podłodze. Po 15 min MP 4 Alex rozładowało się, więc zmuszona była siedzieć w ciszy, która nie trwała długo, bo gdy tylko schowała odtwarzacz do kieszeni, rudowłosy gryfon odezwał się.

- Czego użyłaś, że to zaczęło działać?! – przyjaciel zdążył mu wytłumaczyć co takiego użyła ślizgonka.

- Myślisz, że ci powiem Weasley? – zadrwiła dziewczyna

- Nie chcesz to nie mów i tak wiem, że pewnie użyłaś jakiegoś czarnomagicznego zaklęcia, którego nauczyłaś się od swojego ojca, albo od jego sług – głos rudowłosego był tak pewny, że Alex ledwo udało się opanować uśmiech, który cisnął jej się na usta. Jakoś nie potrafiła wyobrazić sobie swojego nauczyciela od transmutacji, który nauczył ją tego zaklęcia, jako wiernego sługę Lorda Voldemorta. Kermit był niskim mężczyzną o siwiejących włosach, tak niezdarny, że nikt o zdrowych zmysłach nie chciał by go jako sługę. Chwilowe milczenie po słowach Weasley’a sprawiło, że gryfoni utwierdzili się w przekonaniu, że mają rację, jednak nie na długo.

- Ale wy jesteście głupi. Zaklęcie osłaniające urządzenia mugolskie są tak proste, że nie trzeba zbyt wielkich umysłów, żeby je wymyślić. Ale jeśli tkwicie w przekonaniu, że tylko ludzie parający się czarną magią są do tego zdolni, to jesteście strasznie ograniczeni, ale czego można się spodziewać po gryfonach. Nie mam zamiaru tłumaczyć się wam. – po tych słowach usłyszeli szczęk zamka oznajmiający, że Filch przyszedł, aby ich wypuścić

- Skończyliście już – warknął. Odpowiedziało mu skinienie głów – To zabierajcie swoje różdżki i wynoście się stąd – Alex nie zwracając uwagi na nikogo wzięła różdżkę i poszła do swojego dormitorium.

ROZDZIAŁ 12 – SKUTKI GRY PYTANIE, CZY WYZWANIE

ROZDZIAŁ 12 – SKUTKI GRY PYTANIE, CZY WYZWANIE I SZLABANY Z GRYFONAMI

Parę godzin później panna Riddle przebudziła się wtulona w coś ciepłego. Było jej miło i przyjemnie. Mimo tego postanowiła zwlec się z łóżka. Może zdąży jeszcze pobiegać, ostatnio bardzo to zaniedbała. Otworzyła oczy i podniosła głowę. Pierwsze co zauważyła to wpatrujące się w nią stalowoszare oczy. Właściciel tych oczu obejmował ją i po chwili się odezwał:

- Wygodnie się spało?

- Mi owszem, ale tobie to chyba nie – Alex chciała się odsunąć, ale chłopak jeszcze mocniej ją objął i odpowiedział:

- Mi też, jesteś przyjemnym ciężarem, a teraz leż, przecież wygodnie ci jest. Mamy jeszcze dwie godziny, jest dopiero piąta.

- Powinnam pobiegać – powiedziała niepewnie

- Co powinnaś? – zapytał zdziwiony

- Pobiegać. Biegam codziennie rano, a przynajmniej biegałam, bo odkąd tu jestem to strasznie to zaniedbałam.

- Serio? Chce ci się?

- No pewnie. Lubię biegać rano, wtedy kiedy powoli wszystko budzi się ze snu. Przy okazji trzymam formę i mam niezłą kondycję. W poprzedniej szkole grałam w Quidditcha, a to bardzo pomagało. Dzięki temu po treningach nie byłam, aż tak zmęczona jak reszta.

- Grałaś w Quidditcha? Na jakiej pozycji? – zapytał zainteresowany Draco

- Nie uwierzysz ale byłam pałkarzem, a raczej pałkarką.

- Żartujesz?

- No właśnie nie żartuję. Od trzech lat gram na tej pozycji.

- Musisz mi to pokazać, ubieraj się zamiast biegać zrobimy sobie trening Quidditha.

-  Teraz to ty żartujesz?

- Nie żartuję. – po tych słowach Alex jeszcze bardziej wtuliła się  w Dracona.

- Mi tu wygodnie. – powiedziała

- O nie. Nie będziesz robiła ze mnie materaca. Wstawaj mała.

- Ile razy mam ci powtarzać, że nie jestem mała?

- Udowodnij mi to na boisku mała. Jak porządnie odbijesz tłuczka może ci uwierzę.

- Niech ci będzie, wstajemy – oboje niechętnie ruszyli się z ciepłego łóżka. Draco poszedł do swojego dormitorim, aby się ubrać. Spotkali się w Pokoju Wspólnym z miotłami w ręku.

- Jaką masz miotłę? – spytał chłopak

- Nimbus 1500. Nie jest tak dobry jak 2000, czy 2001, ale jest ok. Idziemy?

- Tak – wyszli z Pokoju Wspólnego i skierowali się na boisko. Draco poszedł po piłki do szatni, a Alex wsiadła na miotłę i już po chwili unosiła się w powietrzu. Jak zawsze poczuła wolność. Zaczęła lecieć coraz wyżej. Kochała duże wysokości. Draco stojący na boisku widział już tylko ciemną plamę na niebie. Po chwili dziewczyna zaczęła pikować w dół i zgrabnie wylądowała koło Dracona.

- Masz już piłki i pałki? – zagadnęła dziewczyna

- Mam. Wyżej się nie dało?

- Oj tam, oj tam. Wskakuj na miotłę na razie się pościgamy. – nie czekając na chłopaka znowu ruszyła w górę

- I tak cię dogonię. To swoją miotełką daleko nie polecisz, mała – skierował swoje słowa do Alex, która była już daleko w górze. Draco chcąc nie chcąc wsiadł na miotłę i zaczął ją gonić, mimo lepszej miotły (Nimbus 2001) długo nie mógł dogonić dziewczyny. Gdy wreszcie mu się to udało złapał miotłę szatynki za witki, aby znowu mu nie uciekła.

- Ależ, panie Malfoy to jest nie fair – zaśmiała się Alex

- A kto powiedział, że ja gram fair – jednak po tych słowach chłopak puścił miotłę. Przez kolejne pół godziny gonili się nawzajem. Gdy im się to znudziło Draco postanowił sprawdzić jak Alex radzi sobie z pałką i tłuczkiem. Odbijali tłuczki do siebie. Draco był pod wrażeniem. Panna Riddle odbijała tłuczek może z mniejszą siłą niż jakiś chłopak, ale z większą precyzją. Jej uderzenie i tak mogło zmieść z miotły jakiegoś nieostrożnego. Gdy było już pół do ósmej skierowali się do dormitorium, aby wziąć prysznic. Potem razem z Blaisem i Jessicą poszli na śniadanie. Draco z entuzjazmem opowiadał przyjacielowi, o tym jak Alex radzi sobie z tłuczkiem.

- Mówię ci, ona jest świetna. Może nie ma tak silnych ciosów jak chłopacy, ale jej są całkiem niezłe, a do tego nie widziałem jeszcze tak precyzyjnych strzałów.

- Draco wiem, że jestem zachwycająca, ale chyba musisz się do przygotować do swojego zadania. – oznajmiła Alex, gdy doszli do Wielkiej Sali

- O cholera. Ty Riddle to umiesz zgasić człowieka – weszli do Wielkiej Sali, a Draco od razu skierował się do stołu prezydialnego. Draco podszedł do Różowej Ropuchy i zaczął przedstawienie – Pani profesor, muszę pani coś powiedzieć.

- O co chodzi, panie Malfoy? – spytała Umbridge swoim słodkim głosem

- Chodzi o to, że dziś wygląda pani tak olśniewająco, ze nie mogę się powstrzymać od przyznania , że jest pani moim ideałem. Gdy tylko panią zobaczyłem olśniła mnie pani uroda. – Każde słowo wypowiedział tak, że każdy w sali to słyszał. Oprócz trójki ślizgonów każdy uczeń nie był pewien czy Draco mówi poważnie. Umbridge patrzyła zszokowana na blondwłosego ucznia, jednak po chwili doszła do siebie i powiedziała:

- Panie Malfoy co pan wygaduje? – oburzenie w jej głosie wyparło tą nienaturalną słodkość, której Alex tak nienawidziła

- Przepraszam pani profesor coś mi się pomyliło – oznajmił Draco, na co trójka ślizgonów wybuchła śmiechem.

- Szlaban dziś o 18.00 z panem Filchem za wygadywanie bzdur

- Tak jest pani profesor. – Draco po tych słowach skierował się do stołu ślizgonów, gdy usiadł na swoim miejscu na przeciwko Alex powiedział – Riddle kiedyś cię zabiję, nie gram już z tobą w pytanie czy wyzwanie – Alex na te słowa tylko uśmiechnęła się niewinnie i zaczęła jeść śniadanie. Po skończonym posiłku ślizgoni zaczęli się zbierać na pierwsze zajęcia. W drodze do sali transmutacji Draco odezwał się – Pierwszą mamy transmutację, więc teraz ty Riddle powinnaś się przygotować do wypełnienia zadania.

- O mnie się nie martw, Draco. Wypełnię zadanie.

- Tego jestem pewien. – ich rozmowę przerwała McGonagall, która wpuściła ich do klasy.

- Usiądźcie już. Dziś zajmiemy się transmutacją… Tak, panno Riddle? Stało się coś? – zapytała kobieta gdy zauważyła podniesioną rękę Alex

- Właściwie to nie, pani profesor, ale mam do przekazania pewną nowinę gryfonkom. Dziś tylko transmutację mamy z nimi więc pomyślałam, że skorzystam. Mogę?

- Do rzeczy Riddle. Masz trzy minuty.

- Dziękuję pani profesor. Chciałam ogłosić – z dalszymi jej słowami wszystkim gryfonkom, włącznie z nauczycielką, szczęka opadała do samej ziemi. – że jestem lesbijką, no i mam ochotę na którąś z was, ale nie mogę się zdecydować. Zainteresowane moją propozycję proszę o zgłoszenia do końca tygodnia. Potem może się przerzucę na puchonki. Jeśli możecie przekażcie też starszym koleżankom. Dziękuję pani profesor. – Trójka ślizgonów pokładała się ze śmiechu, reszta jej współdomowników również się z niej zaśmiewała domyślając się, że to jakiś zakład, albo coś w tym stylu.

- Riddle minus 20 punktów dla Slytherinu, za bezsensowne tracenie czasu na mojej lekcji – nauczycielce przeszło zdumienie wywołane przez zachowanie ślizgonki – A teraz siadaj. – Alex mruknęła tylko „Tak pani profesor” i usiadła, obok płaczącej ze śmiechu Jessi. W takim samym stanie byli Draco i Blaise, co zauważyła również McGonnagall – Panowie Malfoy i Zabini oraz panno Malfoy proszę się uspokoić, albo odejmę kolejne punkty Slytherinowi. – To stwierdzenie uspokoiło wszystkich ślizgonów, więc nauczycielka mogła dalej prowadzić lekcję – więc jak już mówiłam dziś zajmiemy się transmutacją pożywienia. Każdy z was z ciasteczka, które wam rozdam stworzy jakieś wykwintne danie oczywiście w większej ilości. Zaklęcie brzmi Magicibus*. Musicie skupić bardzo mocno się na konkretnym posiłku. Macie czas do końca lekcji. Pięć pierwszych osób, którym uda się przetransmutować to ciasteczko – w tym momencie machnęła różdżką i przed każdym pojawiło się zbożowe ciastko – nagrodzę 10 punktami. Do roboty. – Wszyscy zajęli się transmutacją ciastek, a Draco zanim wziął się za pracę, szepnął do Blaisa:

- Może tym razem Weasley’owi uda się zdobyć punkty. W końcu tu chodzi o jedzenie.

- O ile nie zeżre swojego ciastka. – odpowiedział Zabini

- Tez prawda, Diable. – Tę rozmowę słyszały dziewczyny siedzące przed nimi.

- Ale jesteście wredni. Nie dacie mu spokoju, co? – zapytała Alex z uśmiechem na ustach. Nie przeszkadzało jej to, że obrażają Wesley’a, raczej to, że zniżają się do jego poziomu. W końcu prawie zawsze to rudowłosy z zaczynał z nimi kłótnie na korytarzach.

- Pytasz, a wiesz. – odpowiedział Malfoy. Potem już wszyscy zaczęli ćwiczyć zaklęcie. Pierwszymi osobami, którym udało się transmutować ciastko były oczywiście Hermiona Granger i Alex Riddle. Zrobiły to niemal jednocześnie. Nauczycielka podeszła najpierw do gryfonki

- Bardzo dobrze panno Granger. Co to za danie?

- Sole Meunière**

- W takim razie 10 punktów dla Gryffindoru. A zatem teraz panna Riddle. – powiedziała podchodząc do Alex – Pizza? Prosiłam o wykwintne danie.

- Pani profesor, ale to nie moja wina, że mam ochotę na pizze, ale mogę się zaraz poprawić.

- Bardzo proszę. Zobaczymy czy ci się uda.

- Magicibus. Oto rekin w sosie limonkowym z sałatką z sałaty i granatu. I frytki do tego. – zakończyła Aleks z wielkim bananem na ustach.

- Dobrze panno Riddle. 10 punktów dla Slytherinu. Oczywiście to co stworzyłyście możecie skonsumować. Smacznego. – Alex na te słowa zamieniła swoje danie z powrotem w pizze i zaczęła się zajadać. Do końca lekcji również Draconowi, Blaisowi i z niewielką pomocą również Jessi, udało się stworzyć swoje dania za które dostali punkty. Całej reszcie nauczycielka kazała ćwiczyć zaklęcie na każdym posiłku, aż do następnej transmutacji. Po dwugodzinnym zielarstwie czwórka przyjaciół poszła wziąć prysznic, po czym poszli na obiad, na którym Zabini miał wykonać swoje zadanie. Na obiad poszedł bez szaty szkolnej, ubrany w czarną koszulkę z rażąco różowym napisem: „Piwo jest bogiem, a sex nałogiem”. Owa koszulka pożyczona została oczywiście od Alex. Gdy Snape zobaczył w co ubrany jest Blaise od razu podszedł do stołu ślizgonów żądając wyjaśnień.

- No bo widzi pan panie profesorze to najnowszy krzyk mody, a przy tym odzwierciedla moją duszę.

- Nie wątpie panie Zabini, ale nie mamy weekendu, a w środku tygodnia na posiłkach uczniów obowiązują mundurki. Więc proszę się iść przebrać, bo będę zmuszony dać panu szlaban. – Snape od razu domyślił się, że Zabini został zmuszony w jakiś sposób wejść do Wielkiej Sali w tej koszulce, to samo tyczyło się Malfoy’a i Riddle, o której doniosła mu uprzejmie opiekunka Gryffindoru. A jako, że kiedyś sam była ślizgonem wiedział, że jeśli mają coś jeszcze zrobić to i tak to zrobią, bez względu na jakieś szlabany. Postanowił pozwolić im się bawić, póki mogą. Oczywiście to tyczyło się tylko ślizgonów. Był przekonany, że również Jessica do wieczora zrobi jakąś akcję. A przecież nie będzie jej przeszkadzał. Czarnowłosy nauczyciel oczywiście miał rację. Gdy Jessica zauważyła, że Święta Trójca wstaje od stołu Gryffindoru, ona czym prędzej zrobiła to samo. Jej przyjaciele chcąc obejrzeć przedstawienie ruszyli za nią. Zanim gryfoni wyszli z Wielkiej Sali Jessica zawołała:

- Potter zaczekaj! – Cała trójka zatrzymała się, a Potter wysunął się trochę do przodu.

- Czego chcesz Malfoy?

- Nie tak ostro, Potter, przecież nic strasznego ci nie zrobię – w tej chwili uśmiechnęła się tak kpiąco jak tylko Malfoy’owie potrafią. Jessica podeszła do Harrego i pocałowała go krótko, ale namiętnie. Po czym odsunęła się od zszokowanego chłopaka i podeszła do Alex – Jeśli jeszcze raz wymyślisz tak beznadziejne zadanie to cię zabiję. On nawet całować się nie potrafi, stał tylko jak słup soli. A jeśli już masz ochotę na tego rodzaju zadania to poproszę o chłopaka, który wie co zrobić jak dziewczyna go pocałuje.

- Nie ma sprawy Jessi. Postaram się – powiedziała pokornie Riddle

- Siostra czego ty sobie życzysz od niego. Przecież to Potter.

- Wiem braciszku, ale nigdy więcej. – blondynka skierowała się do wyjścia, jednak drogę zagrodził jej Potter, który nie ruszył się ani trochę od chwili gdy go pocałowała – Potter wiem, że całuję obłędnie, ale mógłbyś spłynąć z wyjścia? Muszę się odkazić. – dopiero te słowa trochę otrzeźwiły Gryfona, który nadal zszokowany wycofał się z Wielkiej Sali.

Po obiedzie czwórka ślizgonów postanowiła napisać eseje na eliksiry, które mieli jutro. Udali się więc do biblioteki i tam w spokoju napisali je do godziny 17:30. Gdy skończyli Aleks odezwała się:

- Wiesz Draco, że za pół godziny mamy szlaban?

- To już? W takim razie chyba przydałoby już tam iść. Chociaż nie chce mi się widzieć mordy tego przebrzydłego woźnego. – Zaczął narzekać Malfoy

- Nie marudź ja mam szlaban z różową ropuchą i Potterem, więc mam gorzej.

- Masz racje przebiłaś mnie. To chodźmy. – Zarówno Alex jak i Draco machnęli różdżką aby ich rzeczy pojawiły się w dormitorium. Potem skierowali się do miejsca szlabanu. Dziewczyna na drugie piętro do gabinetu Umbridge, a chłopak na pierwsze do gabinetu Filcha. Ich przyjaciele poszli na kolację, a potem do pokoju wspólnego zaczekać na nich.

Gdy Alex doszła do odpowiedniego gabinetu zauważyła, że z drugiej strony korytarza idzie Potter. Zaczekała na niego, a potem bez powitania zapukała do drzwi. Gdy usłyszeli „Proszę” weszli do środka. Alex była tu pierwszy raz i ten widok doprowadził ją do jeszcze większych mdłości niż głos Umbridge. Wszystkie powierzchnie przykryte były koronkami i udrapowanymi narzutami. W kilku wazonach stały suszone kwiaty, a każdy wazon spoczywał na osobnej koronkowej serwetce. Jedną ze ścian pokrywała kolekcja ozdobnych talerzy z bajecznie kolorowymi kotkami; każdy kotek miał na szyi inną kokardkę. Wszystkie były strasznie szkaradne.*** Przy biurku z jednej strony siedziała nauczycielka,a z drugiej postawione były dwa krzesła. Przed nimi na biurku przygotowane były dwa pergaminy i pióra.

- Witam, pan, panie Potter już wie co ma robić, więc proszę przystąpić do pracy, a pannie Riddle zaraz wszystko wytłumaczę. Proszę siadać – Alex wraz z Harrym usiedli na krzesłach. Chłopak wziął pióro i zaczął pisać. Alex zdziwiła się, że nie użył atramentu, ale nie przejęła się nim za bardzo tylko odwróciła w stronę różowej ropuchy czekając na wyjaśnienia. – Panno Riddle proszę napisać na pergaminie zdanie: Nie będę tracić czasu na lekcji.

- Ile razy? – zapytała dziewczyna’

- Aż każę przestać.

- Dostanę atrament?

- Nie będzie ci potrzebny. – nauczycielka zaczęła porządkować jakieś papiery, a Alex chcąc, nie chcąc zaczęła pisać. Po  napisaniu pierwszych słów od razu domyśliła się czemu nie potrzebny jej będzie atrament. Pisała własną krwią, bo to co zapisała na pergaminie pokazywało się również na jej prawej dłoni. Riddle nie dając nic po sobie poznać pisała dalej. Postanowiła, że nie okaże słabości, bo to właśnie ucieszy nauczycielkę. Tym samym nieświadomie po raz pierwszy przyznała rację tiarze przydziału, która uznała, że nie do końca pasuje do Slytherinu. Każdy ślizgon wiedząc, że tak naprawdę w tej szkole nie można było tak karać uczniów sprzeciwiłby się takiej karze. Ona jednak zachowała się tak jak siedzący obok niej gryfon. Po dwóch godzinach pisania na jej ręce pojawiało się coraz mocniejsze zaczerwienienie, choć napis wciąż znikał. Spojrzała na rękę chłopaka i po raz pierwszy zaczęła mu współczuć. Po jego dłoni krew wolno spływała ciurkiem kapiąc na pergamin. Zdała sobie sprawę, że Potter odbywa taki szlaban po raz kolejny i na jego dłoni napis już nie znika. Wiedząc, że i tak nic nie może zrobić zaczęła dalej pisać. Po kolejnej godzinie nauczycielka wstała i podeszła do uczniów.

- Pokaż rękę Riddle – powiedziała. I choć Alex miała ochotę zdenerwować kobietę i podać jej lewą rękę to postanowiła jednak dać sobie spokój i podała prawą. – No dobrze, myślę, że dzięki temu zapamiętasz sobie, że nie należy tracić cennego czasu na lekcji, a teraz możesz iść. Potter też, z tobą widzę się jutro. Do widzenia. – Czym prędzej wyszli z gabinetu. Chłopak chciał od razu skierować się do swojego pokoju wspólnego jednak zatrzymał go głos dziewczyny

- Potter zaczekaj – Alex sama nie wiedziała czemu chce z nim porozmawiać, po prostu czuła, że musi

- Czego chcesz Riddle? Pożartować możesz sobie w gronie swoich ślizgonów! Nie mam nic przeciwko! Malfoy będzie miał kolejny powód, żeby kpić sobie z mojej kolejnej blizny! Ale mnie to nie obchodzi więc daj mi spokój!

- Potter opanuj się. Nie mam zamiaru śmiać się z ciebie, bo to wcale nie jest śmieszne. Chciałam porozmawiać, ale nie tutaj, bo zaraz ta różowa ropucha wyjdzie i da nam kolejny szlaban. Chodź. –  wzięła go za niepokaleczoną rękę i zaprowadziła do nieużywanej klasy. Harry spojrzał na nią dziwnie, ale nie opierał się już. Był ciekaw co takiego chce mu powiedzieć córka Voldemorta.

- Siadaj – powiedziała Alex gdy byli już w klasie. Wyciągnęła z kieszeni dwie czyste chusteczki i jedną przetrasmutowała ją w bandaż, a drugą w gazę. – Daj rękę

- Co chcesz zrobić?

- Potter nie bądź dzieckiem. Opatrzę ci tą rękę. Nie chcę mieć cię na sumieniu jak się wykrwawisz. – dokończyła z kpiną. Gdy gryfon popatrzył na nią powątpiewająco, powiedziała – Przecież musisz być cały jak mój ojciec będzie chciał cię wykończyć

- Co?!

- Oj żartowałam przecież. Daj tę rękę. – Alex była pewna, że chłopak będzie się opierał, ale o dziwo dał jej rękę. Ślizgonka najpierw delikatnie wyczyściła ranę, a potem owinęła ją w bandaż. – Skończyłam

- Czego ty ode mnie chcesz? – zapytał gniewnie

- Od początku szlabanu piszesz tym przeklętym piórem?

- Tak, ale po co ci to wiedzieć? – Alex zbyła pytanie milczeniem. Musiała się zastanowić. Skoro chłopak jest karany za mówienie o Voldemorcie, to ona za to, że podaje się za jego córkę. Była pewna, że ministerstwo jej nie wierzy. Widocznie na razie postanowili dać Umbridge wolną rękę. Pewnie miała wybadać czy na pewno w Hogwarcie jest córka Czarnego Pana.

- Ty byłeś przy jego odrodzeniu. – nie było to pytanie, raczej stwierdzenie – Powiedz mi jaki on jest. Proszę. – Harry od razu zrozumiał o kogo chodzi.

- Ja ci mogę powiedzieć tyle, że to potwór, morderca. Nie wiem jakim sposobem ma córkę, bo na pewno nie kochał jakiejś kobiety na tyle, aby założyć z nią rodzinę. – teraz to w jego głos wkradła się kpina

- Wierzysz, że jestem jego córką?

- Informacja potwierdzona przez Dumbledora. Jemu wierzę. – Harry postanowił, że skoro rozmawiają to on też zada jej kilka pytań, może akurat odpowie zgodnie z prawdą – Dlaczego dopiero teraz uczysz się w Hogwarcie?

- W wakacje razem z wiadomościami o swoim pochodzeniu dostałam również ofertę nauki w Hogwarcie. Nie mieszkam w Anglii więc wcześniej uczyłam się w swoim kraju.

- Kto ci powiedział o odrodzeniu Voldemorta?

- Dumbledore. Powiedz mi co myślisz o córce człowieka, który zabił ci rodzinę?

- Nie wiem. Nie znam cię. Ktoś ostatnio dał mi do myślenie, że nie warto oceniać ludzi po ich krewnych. Staram się tego trzymać. – chłopak miał tu na myśli to co Ginny mówiła na uczcie powitalnej.

- Zadziwiasz mnie Potter, ale dzięki za szczerość. Miło się gadało, ale ja spadam. Trzymaj się na jutrzejszym szlabanie. Ile ci jeszcze zostało?

- Dwa. Dzięki Riddle – Harry miał tu na myśli zarówno opatrunek jak i całą rozmowę. Poznał ją trochę i uwierzył, że mówiła prawdę. Alex zadawała sobie sprawę za co chłopak dziękował. Kiwnęli sobie głową na pożegnanie i rozeszli się w swoje strony. Zadne z nich nie powiedziało swoim przyjaciołom o tej rozmowie. Gryfon wiedział, że Ron od razu będzie snuł kolejne spiski, które Riddle mogłaby użyć przeciw Harremu, a Hermiona będzie kazała pójść do Dumbledora. Ani na jedno, ani na drugie nie miał ochoty. Alex natomiast uznała, że nikt nie musi o tym wiedzieć. Wolała porozmawiać z przyjaciółmi o tym jakie kary daje uczniom różowa ropucha. Oczywiście jej przyjaciele zgodnie uznali, że kobieta powinna się leczyć.

******

*Magicibus – z łac. magis to więcej, a cibus to jedzenie, więc w wolnym tłumaczeniu to zaklęcie brzmi: Więcej jedzenia

**Sole Meunière – francuskie danie z rybą

***Opis gabinetu skopiowany z książki Harry Potter i Zakon Feniksa

XXX

ROZDZIAŁ 11 – IMPREZA URODZINOWA

Wiem, że miałam czekać na komentarze, ale wyszło tak, że miałam ochotę wstawić kolejny rozdział. Jeszcze raz proszę o komentarze (o ile ktoś to czyta), bo właśnie to podwyższa samoocenę, każdego kto pisze takie czy inne opowiadanie.

ROZDZIAŁ 11 – IMPREZA URODZINOWA

Chcąc, nie chcąc czwórka ślizgonów i tak spóźniła się na OPCM. Gdy wbiegli zdyszani do klasy różowa ropucha (tak nazywali prof. Umbridge) spojrzała na nich ze swoim słodkim uśmiechem i oznajmiła:

- Minus pięć punktów od całej czwórki za spóźnienie, a teraz siadać i czytać trzeci rozdział, a potem zrobić notatki – jej głos ociekał słodkością, co jak zwykle doprowadzało do szału Alex, która w drodze do swojej ławki powiedziała do Jessi:

- Mdli mnie gdy ją słyszę – Niestety nie powiedziała tego wystarczająco cicho, więc słowa te dotarły do nauczycielki.

- Co powiedziałaś, Ridlle?

- Powiedziałam, pani profesor, że nie lubię odgłosu, który wydają ropuchy i mdli mnie gdy go słyszę. – oczywiście wszyscy włącznie z nauczycielką, która zdawała sobie sprawę z tego jak ją nazywają uczniowie, załapali aluzję.

- Panno Riddle, nie wiem, czy wiesz, ale to nic nie wnosi do lekcji. Za tracenie czasu, który powinnaś poświęcić na czytanie rozdziału dostajesz szlaban. Dziś o 18 razem z panem Potterem. – Harry Potter już od pierwszej lekcji Obrony miał szlaban u Umbridge za rozpowszechnianie kłamstw o powrocie Voldemorta. Alex, gdy usłyszała słowa Pottera zrozumiała, że dobrze zrobiła przenosząc się do Hogwatru, tutaj ma szanse poznać dokładnie swoje pochodzenie. Jednak teraz musiała zrobić coś, aby w swoje urodziny nie siedzieć na szlabanie.

- Przykro mi pani profesor, ale dziś wieczorem już mam szlaban u… – nauczycielka nie dała jej dojść do słowa, z czego Alex była niezmiernie ucieszona

- W takim razie jutro, również z panem Potterem, a teraz siadaj – dzięki temu, że Umbridge nie dała nastolatce powiedzieć u kogo ma zmyślony szlaban, różowa ropucha nie będzie mogła sprawdzić czy dziewczyna rzeczywiście jest na szlabanie. Reszta lekcji minęła im na udawaniu, że czytają i robią notatki.

Po lekcji Obrony, która była ostatnia uczniowie piątego rocznika skierowali się do dormitoriów. Mieli jeszcze trzy godziny do kolacji. Alex wraz z przyjaciółmi poszła do kuchni po coś do jedzenie. Zdecydowali, że nie pójdą na kolację, tylko zjedzą coś na imprezie. Skrzaty od razu dały im wszystko to co chcieli i jeszcze trochę. Draco zmniejszył to i razem poszli do dormitorium dziewczyn. Tam Alex najpierw otworzyła prezent od Briana, była bardzo ciekawa co jej dał. W środku był pluszowy miś , który miał w łapkach ramkę, również pluszową, ze zdjęciem jej i Briana na torze obok klubu. Oprócz misia była jeszcze srebrna bransoletka. Miała ona kilka zawieszek, które przedstawiały ważne dla niej rzeczy, większość było napisami. Jedną była miniaturowe autko, druga to napis Młoda Elita, trzecia była nazwą jej ulubionego zespołu, czyli Slums Attack, kolejna to napis Forever Friend, a ostatnia przedstawiała nutkę. Muzyka, Nissan i przede wszystkim przyjaciele byli jej największym szczęściem. Bez swoich pasji i przyjaciół Alex nie mogłaby normalnie funkcjonować, to wszystko składało się na nią, było jej częścią. Brian trafił idealnie, to był wspaniały prezent. Jessika widząc zdjęcie i bransoletkę od razu zachwyciła się prezentami i zaczęła je oglądać, a Alex próbowała powstrzymać łzy cisnące się jej do oczu. Nigdy nie płakała nad swoim nieszczęściem, bo wiedziała, że nie warto, ale teraz były to łzy wzruszenia i szczęścia. Cieszyła się, że w Polsce czekają na nią przyjaciele, że znaczy dla nich wiele, ale cieszyła się też, że tutaj, w Hogwarcie, również powoli zyskuje przyjaciół, takich na całe życie. Udało jej się opanować łzy i nikt tego nie zauważył. Przynajmniej ona tak myślała. Draco przyglądał się dziewczynie i widział, że coś doprowadziło ją do łez, tylko nie wiedział co. Uznał, oczywiście błędnie, że ten prezent dostała od swojego chłopaka, za którym tęskni. Nie podobało mu się to, bo miał nadzieję, że uda mu się zbliżyć do szatynki, ale jeśli była zajęta, to była również dla niego niedostępna. Ich rozmyślania przerwał Blaise, który przyniósł alkohol z dormitorium chłopaków.

- To jak, pijemy? Trzeba oblać urodziny Alex. Jako, że jutro szkoła przyniosłem nam piwo kremowe i dwie flaszki ognistej. Nie możemy się za bardzo upić.

- To polewaj, za moje zdrowie napijemy się Ognistej – tym sposobem jedna butelka Whisky została wypita za zdrowie solenizantki. Potem w ruch poszły kremowe piwa. Alex włączyła muzykę, aby lepiej im się bawiło. Przez pierwsze dwie godziny poznawali się lepiej. Alex opowiedziała im o życiu w Polsce, w Domu Dziecka, o tamtejszej szkole, jak też o przyjaciołach, klubie Royal, swoim samochodzie, czy też  o sztukach walki, których na wakacje uczy ją pan Darek. Oni odwzajemnili się jej opowieścią o tym jak w Anglii, żyje arystokracja czarodziejów. Po drugiej Ognistej Alex opowiedziała im o tym jak dowiedziała się o tym kto jest jej ojcem, Malfoy’owie natomiast powiedzieli jej o tym, że jej ojciec po swoim powrocie do żywych zamieszkał u nich we dworze. Razem z Zabinim opowiedzieli jej o śmierciożercach i ideach Czarnego Pana. Stwierdzili również, ze pomimo rodzin popierających Voldemorta oni nie chcą się do niego przyłączać, ponieważ jego idee ich nie interesują. Alex uznała, że cieszy się z tego, ponieważ również nie widzi sensu w tępieniu szlam i  mugoli. Tak zawiązała się między nimi nić zaufania i prawdziwej przyjaźni. Po skończeniu drugiej butelki Whisky postanowili zagrać w Pytanie czy Wyzwanie. Jessica wyciągnęła wykrywacz kłamstw i już mogli zacząć grać.

- Ja pierwsza kręcę – Alex wzięła butelkę do ręki i zakręciła. Wypadło na Dracona , który wybrał pytanie – w pociągu mówiliście, że nie macie obecnie dziewczyn, ale na pewno jakaś się napatoczy. I co masz kogoś konkretnego już na myśli?

- To ja wolę zadanie za karę. – wszyscy zdziwili się słysząc słowa Dracona. Blaise domyślał się, że jego przyjaciel ma już kogoś na myśli, tyle, że nie chciał się przyznać, w końcu to właśnie ta dziewczyna zadawała mu pytanie.

- To w takim razie jutro na śniadaniu podejdziesz do Różowej Ropuchy i oznajmisz jej, że od kiedy ją zobaczyłeś, od razu spodobała ci się. Oczywiście wszyscy mają to słyszeć

- Wredna jesteś, ale niech ci będzie. Teraz ja kręcę – wypadło na Jessicę

- Pytanie – wybrała

- Powiesz mi wreszcie z kim się spotykałaś w wakacje przed czwartym rokiem? – Draco już od dawna chciał wyciągnąć od siostry tę informację

- Z Blaisem

- Coo? To dlaczego ja nic nie wiedziałem? – mina Dracona była nie do podrobienia.

- Widocznie nie musiałeś wiedzieć. Jessi teraz ty kręcisz – panna Riddle uratowała blondynkę przed przesłuchaniem Dracona, za co Jessi podziękowała jej bezgłośnie. Gdy zakręciła wypadło na Dracona. Wybrał pytanie.

- Czemu nie chciałeś odpowiedzieć na pytanie Alex? – Draco jako, że wykorzystał już swoją szansę na zmianę pytania na zadanie, musiał odpowiedzieć, ale chciał to zrobić tak, aby dziewczyna nie dowiedziała się, że to o nią chodziło.

- Bo… nie chciałem, aby znała odpowiedź na to pytanie. – na jego szczęście wykrywacz kłamstw nie odezwał się. – Teraz ja kręcę. – butelka wskazała na Alex. Draco tylko na to czekał, bo chciał się dowiedzieć czemu prawie się popłakała gdy otwierała prezent od tego Briana, o którym tyle im opowiadała. Znowu szczęście się do niego uśmiechnęło, bo dziewczyna wybrała pytanie – Powiesz mi dlaczego ostatni prezent doprowadził cię prawie do płaczu? – cała trójka spojrzała na niego z zaskoczeniem. Alex była pewna, że nikt nie zauważył, że powstrzymywała płacz, a reszta nie zauważyła tego, dlatego się zdziwili.

- Zauważyłeś? – zapytała, na co blondyn tylko kiwnął głową. Dziewczyna postanowiła odpowiedzieć na pytanie zgodnie z prawdą. – od zawsze nie miałam rodziny, to przyjaciele mi ją zastąpili. Najpierw był Brian, znamy się od dziecka, zawsze był dla mnie starszym bratem, który mnie pociesza, ale też ojcem, który mnie opieprza. Jest też przy mnie zawsze gdy potrzebuję czułości, często mnie przytuli, czy pocałuję. Zresztą to działa w obie strony. Reszta Młodej Elity też jest dla mnie ważna, poznałam ich na swoich dziesiątych urodzinach. To dzięki nim najgorsze urodziny zamieniły się w najlepsze. Zawsze jak ja i Brian wyjeżdżaliśmy do szkoły to mieliśmy z nimi kontakt, zresztą byliśmy wszyscy razem w Polsce. Teraz jednak ja jestem tu, a oni tam. Anglia jest zajebiście daleko od Polski. No i teraz nie mam przy sobie Briana, który da mi kopa w dupę wtedy kiedy muszę się ogarnąć. Gdy dostałam te wszystkie prezenty zdałam sobie sprawę, że mam najwspanialszych przyjaciół na świecie i gdzie nie będę oni będą ze mną. Ale też doszłam do wniosku, że nie tylko tam mam przyjaciół. Tutaj wy stajecie się dla mnie przyjaciółmi, mam nadzieję, że kiedyś będziemy tak samo blisko ze sobą jak ja i oni. Bransoletka, którą dostałam pokazała mi co jest dla mnie najważniejsze. Przyjaciele, muzyka i samochody to mój świat, to ja. Gdy myślałam o tym wszystkim to zebrało mi się na łzy. – szatynka mówiąc cały czas patrzyła na swoje dłonie, nie chcąc zobaczyć twarzy pozostałej trójki. Po chwili poczuła jak ktoś do niej podchodzi i ją przytula. Jessica ściskała Alex tak mocno, że ta po chwili powiedziała – Jessi ty mnie zaraz udusisz

- Przepraszam – odsunęła się – pamiętaj, że my też chcemy, abyś była naszą przyjaciółką, zresztą już nią jesteś – teraz Alex nie powstrzymała łez

- Dziękuję – po chwili Alex była przytulana najpierw przez Blaisa, a potem przez Dracona, który szepnął jej na ucho:

- Nie płacz, mała.

Po chwili spowrotem wrócili do gry. Kolejne pytania były coraz bardziej dociekliwe, a zadania coraz bardziej szalone i takie, które na pewno doprowadzą do szlabanu bądź utraty punktów. O 23.00 postanowili skończyć. Chłopakom nie chciało się wracać do swojego pokoju więc Alex powiedziała:

- Zawsze możecie spać u nas

- To ja już wolę iść do siebie, nie chce mi się spać na podłodze, aż tak pijany nie jestem.

- Oj, Draco, ale czemu ty tak marudzisz. Kto tu mówi o spaniu na podłodze. Blaise położy się do Jessi, przecież i tak mają na to ochotę, a ty jeśli chcesz możesz spać ze mną. Łóżko jest szerokie. – Wzrok Dracona mówił jedna: Kusisz. I Alex widziała to w jego oczach – to wy się zastanówcie, a ja pójdę wziąć prysznic. – i jak zostajecie? – zapytała po wyjściu z łazienki po piętnastu minutach

- Zostajemy – powiedział Blaise i wcisnął się do łazienki. Blondynka zaczęła dobijać się do łazienki i krzyczeć, że przecież ona chciała się wykąpać, a Draco patrzył jak urzeczony w szatynkę. Z mokrymi włosami w luźnym męskim T-shircie z długimi nogami wyglądała olśniewająco. Alex złowiła spojrzenie blondyna i powiedziała:

- Nie wiem Draco o czym myślisz, ale zimny prysznic może się przydać.

- Bardzo zabawne, mała. – z każdym wypowiedzianym zdaniem zbliżali się do siebie

- Nie jestem taka mała – teraz prawie dotykali się patrząc sobie prosto w oczy. Z tego letargu wybudził ich Blaise, który wyszedł z łazienki w samych bokserkach. Alex wyminęła Dracona i położyła się do łóżka nie patrząc na niego. Pierwsze co pomyślała leżąc spokojnie w łóżku było stwierdzenie, że jest pijana. Blaise przyglądał się na zmianę Alex i Draconowi, domyślając się, że coś między nimi zaszło, po chwili położył się do łóżka Jessici. Draco natomiast czekał cierpliwie, aż jego siostra się wykąpie i intensywnie nad czymś rozmyślał. Wiedział, że musi przemyśleć cały dzisiejszy dzień, niestety wiedział, że bliskość szatynki tej nocy nie będzie dobrze wpływała na jego myśli. Po chwili mógł już wejść do łazienki, aby się umyć. Po prysznicu przetransmutował brudną bieliznę w czystą i wyszedł. W pokoju panował mrok. Zza kotary, która osłaniała łóżko, w którym leżeli Jessi i Blaise dochodziły śmiechy tej dwójki. Chociaż dziewczyna co chwilę krzyczała na chłopaka

- Blaise zostaw mnie, no przestań. – Draco, aby nie słuchać ich podszedł do ich łóżka i powiedział

- Dzieci, albo idźcie spać, albo wyciszcie łóżko zaklęciem. – już chciał odchodzić ale sobie coś przypomniał – Blasie, wiem, że jesteś moim przyjacielem, ale nie zbałamuć mi siostry.

- Spoko, stary. – po chwili nie było słychać, żadnego dźwięku, który mógłby dochodzić od łóżka panny Malfoy. Teraz Draco skierował się do łóżka pewnej szatynki.

- To jak? Mogę?

- Pytasz, a wiesz. Wskakuj mały.

- Nie jestem mały, jak chcesz to możesz się o tym przekonać.

- Na razie podziękuję. A teraz daj mi spać

- Jak sobie życzysz, mała – dziewczyna po chwili zasnęła. Draco mimo tego, że miał rozmyślać również zasnął zmęczony całym dniem i odurzony alkoholem oraz obecnością szatynki.

***

Mam nadzieję, że jakiś komentarz znajdzie się pod tym rozdziałem.

XXX

ROZDZIAŁ 10 – POCZĄTEK SZKOŁY I PREZENTY URODZINOWE

ROZDZIAŁ 10 – POCZĄTEK SZKOLY I PREZENTY URODZINOWE

Po imprezie jej uczestnicy, jak to zwykle bywa nie zjawili się na śniadaniu, tylko smacznie odsypiali imprezową noc. O godzinie 12.00 obudziła się jedna z nowych uczenic. Blondynka z bólem głowy poszła się ogarnąć i skierowała się do pokoju wspólnego. Widok jaki tam zastała spowodował, że dziewczyna wybuchła śmiechem, co z kolei zaowocowało jeszcze większym bólem głowy. Idealnie na środku pokoju leżała kupa trzech pozwijanych ze sobą ciał. Adrian, który nie miał koszulki leżał na buchu z głową na klatce piersiowej Blaisa. Ten natomiast pozbawiony spodni leżał na plecach. Jego nogi poplątane były z nogami Alex, która w samej bieliźnie głowę umieściła na udach Pucey’a. Niedaleko nich na kanapie Jessica zauważyła swojego brata, który miał na sobie jedynie czerwone bokserki ze smokiem z przodu. Na innych częściach podłogi porozsiewani byli inni ślizgoni w niekompletnych strojach. Panna Malfoy podeszła najpierw do brata i zaczęła go budzić.
- Draco wstawaj, Draco, no obudź się. – po pięciu minutach żmudnego budzenia chłopaka blondynka postanowiła przedsięwziąć inne, ryzykowne środki – Aquamenti
- Aaaaaa – blondyn zerwał się gwałtownie z kanapy i zaczął wrzeszczeć jak opentany, gdy dotarło do niego gdzie się znajduję i jak bardzo boli go głowa zamknął się i spojrzał tępo na siostrę – czemu ja jestem mokry? – spytał, na co Jessi tylko się zaśmiała. Jednak gdy zobaczył różdżkę w ręku dziewczyny od razu dotarło do niego co się przed chwilą stało. – zamorduję cię, gdy tylko będę w stanie – oznajmił szeptem
- Chodź obudzimy tamtych pijaków – rodzeństwo Malfoy skierowało się do trójki ślizgonów, których nie obudził krzyk Draco. Jessica powtórzyła zaklęcie, jednak nie dało to takiego efektu jak przy blondynie.
- Czemu mi mokro? – odezwał się niewyraźny głos panny Riddle – Brian kiedy my poszliśmy na basen? – Alex otworzyła oczy i spojrzała na nowych znajomych. Chwilę jej zajęło zorientowanie się gdzie się znajduje. Zdała sobie sprawę, że jeszcze przed chwilą bredziła bez sensu. W tym czasie Blaise i Adrian również próbowali dojść do siebie. Cała trójka jęknęła i złapała się za głowę gdy panna Malfoy wybuchła niekontrolowanym śmiechem.
- Jessi uspokój się, mnie też jeszcze głowa boli, więc zrób nam tę przyjemność i nie wydawaj tak głośnych dźwęków.
- Niech ci będzie Draco, ale mam dla was złą wiadomość chyba nie mamy eliksiru na kaca. – trójka ślizgonów siedząca na podłodze spojrzała na nią z widoczonym bólem na twarzy, ale podnieśli się z podłogi. W tym czasie inni ślizgoni skierowali się do swoich dormitoriów, aby się ogarnąć. Alex wreszcie doszła do siebie i zapytała:
- Czy ktoś mi może wytłumaczyć czemu jestem w samej bieliźnie? – oni spojrzeli na nią z niezrozumieniem – film mi się urwał na momencie jak ktoś przywołał karty – wytłumaczyła
- Graślimy w pokera i zarówno ty jak i ja przegrywaliśmy, więc musieliśmy się rozebrać – Draco, który miał na sobie same bokserki, poprzedniego dnia był tak samo zalany jak Alex jednak jemu film się nie urwał, więc wszystko pamiętał.
- Aha, spoko, idę się ogarnąć – Alex zwróciła się w stronę korytarza prowadzącego do dormitoriów. Malfoy’owie i Zabini mogli podziwiać jej tatuaże. Różę z owinięrtym wężem na plecach oraz smoka na prawym pośladku. Dziewczyna miała na sobie stringi. Draco zapatrzył się zdecydowanie na ten drugi wzór. Reszta dnia minęła młodzieży spokojnie, mimo braku eliksiru na kaca jakoś dotrwali do końca dnia.
Pierwsze dni nauki minęły nowym uczennicom na testach i odpytkach, bowiem nauczyciele chcieli sprawdzić poziom wiedzy nowych dziewczyn. Ani jedna, ani druga nie miała z tym problemu, bo obie uczyły się bardzo dobrze w poprzednich szkołach. Alex swoją wiedzą dorównywała samej Hermionie Granger, którą nauczyciele uważali za wzór. Jednak Riddle nie unosiła się tak ze swoją wiedzą, mimo że tak jak gryfonka uwielbiała pochłaniać różne książki. Na pewnej lekcji eliksirów gdy prof Snape zadał klasie pytanie oczywiście tylko Granger się zgłosiła. Mężczyzna jakby tego nie widział powiedział:
- Może panna Riddle nam odpowie – Gdy dziewczyna bezbłędnie odpowiedziała na pytanie nauczyciel zapytał – Skoro znałaś odpowiedź to dlaczego się nie zgłosiłaś?
- Zauważyłam, że Granger chce odpowiedzieć na pytanie więc dałam jej szansę. Niech się dziewczyna wykaże, może wtedy przestanie machać tą ręką tak jakby chciała wydłubać Wesley’owi oko – po wypowiedzeniu tego zdania ślizgonka uśmiechnęła się delikatnie. Profesor nic na to nie powiedział tylko kazał im ważyć eliksir. Gryfoni obrzucili Alex oburzonym spojrzeniem, a ślizgoni zaśmiali się pod nosem. Hermiona zaczerwieniła się i spuściła głowę, natomiast Wesley spojrzał na pannę Riddle jakby chciał jej coś zrobić samym wzrokiem. Ślizgonka nie bardzo się tym przejęła i razem z Jessicą wzięła się za pracę. Blondynka za bardzo od nich nie odstawała, bowiem uczyła się tak samo dobrze ze wszystkich przedmiotów prócz transmutacji, która była jej piętą Achillesową.
Alex tak jak obiecała mugolskim przyjaciołom wysłała im 5 sów, aby mogli jej wysłać prezent urodzinowy. Zawsze razem z Brianem tak robili. Wysłała im przy okazji obszerny list opowiadający o tym jak jej było w Hogwarcie. Tym sposobem ósmego września podczas śniadania do Alex przyleciało 6 sów, w jednej rozpoznała sowę Briana.
- Co się stało, że dostałaś, aż tyle paczek? – zapytała zdziwiona Jessica
- Dzisiaj mam urodziny – odpowiedziała Alex zajęta uwalnianiem sów, od ciężkich pakunków.
- Ej no, czemu nie powiedziałaś? Ale w takm razie wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń i wszystkiego czego sobie zażyczysz – blondynka przytuliła solenizantkę, a zaraz po niej życzenia złożyli jej Blaise i Draco
- Dziękuję wam, ale muszę zanieść to do pokoju. Wolę tego tu nie otwierać, bo nie wiem co ci wariaci wymyślili
- Jasne, pójdę z tobą. Mam genialny plan, ale musimy z tąd pójść to ci wszystko wyjaśnię. – zaproponowała panna Malfoy. Alex wyczarowała torbę, wsadziła do niej wszystkie prezenty i razem z blądynką wyszła z Wlielkiej Sali. Gdy znalazłly się w swoim dormitorium Jessi wyjawiła Alex swój plan.
- Może byśmy uczcili twoje urodziny? Pewnie Draco i Blaise chętnie nam potowarzyszą. Taka kameralna impreza, jutro jakoś się ogarniemy na lekcje. Co ty na to?
- Właściwie to czemu nie – Alex uśmiechnęła się na samą myśl o tym. Cieszyła się, że nie spędzi tych urodzin sama, tylko z przyjaciółmi. Zdała sobie sprawę, że uważa ich za przyjaciół, może jeszcze nie tak bliskich jak ci z Polski i Brian, ale jednak przyjaciół. Lubiła z nimi spędzać czas i bawić się, dlatego cieszyła się, że to właśnie z nimi spędzi te urodziny. Dziewczyny poszły na lekcje. Pierwsze miały zielarstwo, więc od razu skierowały się na błonia. Po drodze spotkały Dracona i Blaisa. Jessi od razu przedstawiła im swój plan na który się ucieszyli, bo mieli okazję odpocząć od życia szkolnego. Dzień mijał bardzo szybko. Po obiedzie mieli godzinę wolnego więc Alex postanowiła otworzyć prezenty. Jej przyjaciele uznali, że jej potowarzyszą. Dziewczyna od razu dorwała się do paczek i zaczęła rozrywać papier, w który były zapakowane. Pierwszy prezent zawierał alkochol. Litr Finlandii i dyży szapman. Do butelek dołączony był krótki liścik: „Pomyśleliśmy, że nie będziesz miała dostępu dostępu do dobrego polskiego alkoholu, a szampana ubóstwiasz, więc powinno ci smakować.” Alex zaśmiała się, mogła się domyślić, że dostanie właśnie to. Druga paczka zawierała skąpy komplet bielizny koloru krwistoczerwonego. Draco i Blaise na taki widok wytrzeszczyli oczy.
- Twój chłopak ma gust jeśli chodzi o bieliznę – powiedziała blondynka
- Jessi, ale to nie mój chłopak, wszystkie te prezenty są od przyjaciół – teraz to Jessica szeroko otworzyła oczy, do tej pory uważała, że takie prezenty wysyłają sobie pary – Co się tak patrzycie? W tamtym roku wysłali mi kamasutrę dodając, że mam się czegoś nauczyć. Więc bielizna to raczej nie taki dziwny prezent. Jessi zaśmiała się na te słowa, a chłopcy odpłynęli do swych marzeń. Blaise wyobraził sobie pannę Malfoy w tej skąpej bieliźnie. Kiedyś byli parą i chłopak nadal coś czuł do blondynki. Natomiast Draco w tej samej bieliźnie wyobraził sobie jej właścicielkę. Według niego Riddle była piękną dziewczyną, a on lubił piękne i zawsze je zdobywał. Jednak teraz miał problem, ponieważ była to córka Czarnego Pana, którego jego rodzina gościła na wakacje, więc na razie wolał jej nie zdobywać, przynajmniej na razie. Jednak to nie przeszkadzało mu wyobrażać sobie, że ta szatynka ubrana w tą czerwoną bieliznę podchodzi do niego, zaczyna całować go po szyi kierując się w stronę ust, a potem… Ich rozmyślania przerwała Alex mówiąc:
- Nie wiem o czym tak myślicie, ale chyba nie chcę wiedzieć – zaśmiała się widząc ich speszone miny. Rozpakowała kolejną paczkę. Zawierała ona idealną miniaturkę jej ukochanego Nissana. Figurka miała ok. 35 cm długości. I znów musiała się tłumaczyć czemu akurat taki prezent – W Polsce czeka na mnie takie same auto tylko już normalnych tylko już normalnych rozmiarów. Moja pierwsza miłość, którą wygrałam w wyścigu.
- Ale jak to czeka?- zapytał Draco
- To znaczy, że w Polsce stoi sobie taki Nissan i należy do mnie. Tylko na razie nie mogę nim jeździć.
- Oj Draco nie ważne , to tylko auto – blondynka skarciła brata – ja chcę zobaczyć inne prezenty, a zostało nam 20 minut. Pozosały jeszcze trzy paczki. Jedna była wypełniona różnymi kosmetykami. Wśród nich były ulubione perfumy Riddle o zapachu konwalii, cienie do oczu, podkład, tusz do rzęs itp. W drugiej paczce znalazła ramkę ze zdjęciem szóstki przyjaciół na tle jej samochodu i list. Zdjęcie pokazała Draconowi wskazując na auto, które tak go zafascynowało. Chłopak dokładnie przyjrzał się pojazdowi i nagle coś go tknęło
- Dlaczego to zdjęcie się nie rusza? – zapytał
- Bo to zdjęcie mugolskie zdjęcie. Ci ludzie na nim to mugole, a te prezenty oprócz tego – wskazała na nierozpakowaną paczkę – są właśnie od nich. A co przeszkadza ci to, że mam przyjaciół mugoli? – zapytała chłodnym tonem. Wiedziała, że większość ślizgonów nienawidzi mugoli i szlam. Osobiście brzydziła się takim podejściem, a wyrażenie szlama było dla niej po prostu nie kulturalne. Draco natomiast musiał się zastanowić nad odpowiedzią. Mimo tego, że dziewczyna miała przyjaciół mugoli, to jednak nadal pozostawała córką Czarnego Pana, który gardził mugolami. Draco mimo rodzinnych więzi i tradycji nie popierał tej idei. Mugole i szlamy zupełnie mu nie przeszkadzały. Światu jednak pokazywał swoją maskę, która w Voldemorcie widziała nadzieję przyszłego świata. Blaise był w tej samej sytuacji, ponieważ jego rodzice również popierali Sam-Wiesz-Kogo. Jessi natomiast nie odczuwała tak wielkiej presji ze strony ojca, ponieważ ten był zawsze skupiony na synu i nie przejmował się córką. Draco postanowił zaufać pannie Riddle, więc powiedział:
- Nie, nie przeszkadza mi to – po chwili ciszy, która nastąpiła po słowach blondyna, odezwał się Blaise:
- Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale za dwie minuty zaczyna nam się OPCM – powiedział zerkając na zegarek i rozładowując atmosferę
- O cholera, idziemy – powiedziała Alex

***
Tak jak obiecałam po pojawieniu się komentarza (Nicka dziękuję za komentarz, cieszę się, że ci się podoba) wstawiłam rozdział. Od teraz jeśli nie będzie komentarza nie będzie też rozdziału. Chcę wiedzieć czy ktoś to czyta.
Dziękuję
XXX

OŚWIADCZENIE 2

Jako, że raczej nikt tego nie czyta nie będę wstawiała nowych rozdziałów, jednak opowiadanie nadal będę pisała, ponieważ robię to dla siebie. Jeśli jest jakaś osoba, która chętnie pozna dalszy ciąg tej historii to nic prostszego. Wystarczy napisać komentarz, a wtedy ja po prostu zacznę wstawiać rozdziały choćby dla tej jednej osoby. Szczególnie, że historia się rozkręca ;) Zachęcam do wstawiania komentarzy.
Dziękuję,
XXX.

OŚWIADCZENIE 1

Z przykroscia musze stwierdzic ze narazie nie bedzie zadnych rozdzialow. A to dlatego, ze zje*al (sorry za wyrazenie) mi sie komputer i nie mam na czym pisac. Oczywiscie razem z komputerem wszystkie rozdzialy napisane do przodu poszly sie kochac, jednak jest to do odzyskania wiec mam nadzieje,ze bedzie ok. Przepraszam rowniez za brak polskich znakow, ale wlasnie tak konczy sie pisanie z telefonu.
Dziekuje za uwage
XXX